Archetyp oblężonego miasta (Troja, Jerycho, Jasna Góra, Warszawa)

Oblężenia i zdobywanie miast od zawsze było wdzięcznym tematem literackim. Miasto to symbol rodzinnego domu. Kiedy zostanie zdobyte rodzinne miasto człowieka traci on w przenośni i dosłownie wszystko - dach nad głową, majątek, bliskich, a często nawet własne życie. Stąd zdobycie miasta było zawsze bardziej dramatyczne niż bitwa toczona gdzieś w otwartym polu przez wrogie armie, w której cierpieli tylko żołnierze. Zdobycie miasta zawsze godzi w interes zwykłych jego obywateli. Znacznie podnosi to dramatyzm wydarzeń.

Zauważyć też warto, iż w starożytnych realiach miasto często było utożsamiane z ojczyzną. Mało kogo obchodził wróg w granicach kraju. Nieprzyjaciel stawał się naprawdę niebezpieczny dopiero wówczas, gdy rozkładał się obozem pod murami miasta. Warowne miasto miało dawać schronienie mieszkańcom okolicznych osad. Było często ostatnim punktem oporu wobec przeważających sił wroga. Trzeba przyznać, że starożytne warowne miasta stanowiły twardy orzech do zgryzienia dla oblegających. Ze względu na prymitywizm wojennych technik nie było łatwo zdobyć dobrze ufortyfikowanego miasta. Często na długotrwałych oblężeniach wyczerpywała się siła i animusz najbitniejszych armii. Nieraz się zdarzało, że garstka obrońców zamkniętych w warowni, była w stanie skutecznie odeprzeć znacznie liczniejsze siły nieprzyjaciół. Toteż zdobycie miasta było zawsze wielkim triumfem, tym większym, im większy i sławniejszy gród padał. To samo wydarzenie było także wielką klęską dla obrońców. Często upadek znakomitego miasta oznaczał upadek państwa, którego ono było centralnym ośrodkiem, a nawet całych cywilizacji. Zdobycie miasta zawsze zaś oznaczało moment zwrotny zarówno w dziejach zwycięzców, jak i pokonanych.

Najsłynniejszym oblężonym w historii miastem była starożytna Troja. Wiele lat uważano, że opowieść o niej jest wyłącznie mitem, tymczasem w 1923 roku domorosły niemiecki archeolog Schliemann odkopał w Azji Mniejszej ruiny Troi. Wojna trojańska rozgorzała o kobietę. Parys, królewicz trojański, znęcony obietnicą Afrodyty porywa najpiękniejszą kobietę na ziemi, Helenę, żonę Menelaosa. Grecy organizują zbrojną wyprawę, której celem jest odbicie Heleny i pomszczenie doznanej przez Menelaosa zniewagi. Wkrótce flota Achajów ląduje pod Troją i rozpoczyna się dziesięcioletnie oblężenie miasta. Wojna trojańska toczyła się ze zmiennym szczęściem, raz brali w niej górę Grecy, raz trojańczycy. W szranki, prócz ludzi, stawały także bóstwa sprzyjające obu zwaśnionym stronom. Oblężenie Troi miało więc pewne elementy fantastyczne. Przełomem w wojnie trojańskiej było dopiero wycofanie się z walk urażonego przez Agamemnona Achillesa, bez którego, jak głosiła przepowiednia, miasto nie mogło zostać zdobyte. Trojańczycy od czasu gdy Achilles opuścił greckie szeregi odnosili triumf za triumfem i sytuacja Greków zaczęła być bardzo poważna. Jednak Achilles był nieugięty, nie dał się namówić na powrót do walki nawet swemu przyjacielowi Patroklosowi. Dopiero po śmierci druha, Achilles przełamuje swą urazę i rusza do boju wiedziony żądzą zemsty. Od tej chwili dni nieszczęsnego miasta są policzone. Jednak jego upadku nie spowodowała nieokiełznana furia Achillesa, lecz podstęp przebiegłego Odyseusza.

Odyseusz wpadł na pomysł, aby skonstruować drewnianego konia, we wnętrzu którego ukryją się wojownicy. Konia porzuci się pod murami miasta, a Grecy wsiądą na okręty i udadzą, że odpływają, zaniechawszy zdobycia miasta. Tak też się stało. Zaciekawieni i pełni euforii trojańczycy nie zważając na ostrzeżenia Laokoona wciągnęli konia w obręb miejskich murów i oddali się świętowaniu domniemanego zwycięstwa. Tymczasem ukryci w koniu żołnierze wyszli nocą z jego wnętrza, otwarli bramy miasta i wydali je na pastwę swych towarzyszy, którzy pod osłoną ciemności ponownie wylądowali u brzegów Troi. W przeciągu jednej nocy miasto zostało zburzone, a jego ludność w przeważającej części wyrżnięta.

Co jest charakterystyczne w historii oblężenia Troi i co zaobserwujemy w późniejszych opisach, to że miasto zostało zdobyte podstępem, który w swej genialnej prostocie graniczył niemalże z cudem. Zburzenie Troi odcisnęło się trwałym piętnem na antycznym świecie. Wedle rzymskich legend, Eneasz, jeden z trojańskich arystokratów, po zburzeniu miasta tułał się z garstką ocalałych uchodźców po morzu śródziemnym, aż wreszcie osiadł w Lacjum, dając w ten sposób początek starożytnemu Rzymowi.

Drugim słynnym oblężeniem, znanym ze świata antycznego jest historia zdobycia przez Izraelitów Jerycha. Oblężenie miasta nie trwało tak długo, jak oblężenie Troi, ale i tu nie obyło się bez pomocy sił nadprzyrodzonych. Właściwie zdobycie Jerycha jest wyłącznie boską zasługą, Izraelici pod wodzą Jozuego tylko wykonywali polecenia stwórcy. Bóg nakazał im, aby przez sześć dni obchodzili z arką przymierza mury miasta, grając jednocześnie na trąbach. Siódmego dnia mieli obejść miasto siedem razy, zatrąbić na wspomnianych trąbach i wznieść bojowy okrzyk. Po dokładnym spełnieniu bożych zaleceń i wzniesieniu wojennego okrzyku mury Jerycha rozpadły się w gruzy. Izraelici dostali się w ten sposób do miasta i urządzili jego mieszkańcom krwawą łaźnię, z której cało wyszła tylko nierządnica Rachab wraz z rodziną. Izraelici oszczędzili ją i jej krewnych, gdyż wcześniej ukryła ona izraelickich szpiegów, wysłanych do miasta. Przypadek Jerycha i Troi łączy cudowne zdobycie obydwu miast. Bez udziału sił nadprzyrodzonych (Odyseusz był ulubieńcem bogów), nie padłoby ani jedno, ani drugie miasto. Wspólny jest też dla tych historii smutny los mieszkańców obydwu zdobytych fortec. Cóż, w starożytności wychodzono widać z zasady, że zwycięzca bierze wszystko, zwłaszcza życie pokonanego.

Następnym słynnym przypadkiem oblężenia znanym zarówno z historii, jak i kart literatury, o którym chcę wspomnieć, jest oblężenie Jasnej Góry przez Szwedów w czasie potopu. Oblężenie jasnogórskiego klasztoru szybko urosło do rangi symbolu. Oto zdradziecki nieprzyjaciel, który mamił Polaków zapewnieniem swobody religijnej, wyciąga swą heretycką rękę po duchową stolicę Polski - klasztor ojców Paulinów na Jasnej Górze. Szwedom zaś nie chodziło o popełnienie świętokradztwa. Wykonywali tylko swe rozkazy. Mieli zająć wszystkie polskie fortece, a klasztor był przecież twierdzą. Nadto mieli nadzieję na zagarnięcie legendarnych skarbów, które miały być pono zgromadzone w klasztorze.

Niemniej, fakt oblężenia Jasnej Góry podniecił i zjednoczył Polaków. Ukazał im prawdziwe, religijne oblicze toczącej się tak niefortunnie dotąd dla Polski wojny. A wiemy, że za katolicką wiarę polski naród gotowy był iść do piekła, a tym bardziej bić Szwedów gdzie się da i ile się da.

Henryk Sienkiewicz, opisując koleje oblężenia Jasnej Góry, dokonał ich mitologizacji. Gdyby nie ofiarność i nadludzka odwaga Andrzeja Kmicica, który wysadził ogromne szwedzkie działo oblężnicze, Jasna Góra niechybnie zostałaby zdobyta. Od momentu rozpoczęcia ostrzału z kolubryny los klasztoru stał się przesądzony. Bohaterski wyczyn Kmicica czyni go podobnym do antycznych herosów. Zaś fakt obronienia jasnogórskiej twierdzy stał się przełomowym momentem szwedzkiego potopu, od którego rozpoczęło się stopniowe, acz zwieńczone sukcesem, wypędzanie Szwedów z Polski. Widać więc, że historyczną rangę miały nie tylko starożytne oblężenia. Jeszcze w baroku oblężenie jednej twierdzy mogło skutkować w pośredni sposób o losach całej wojennej kampanii.

Oblężenia, jakich świadkiem był dwudziesty wiek tracą wiele ze swego przełomowego w historii batalistyki znaczenia. W przeszłość odeszły mury obronne, które na ogół na długo były skuteczną zaporą dla nieprzyjaciela. Dwudziestowieczne miasta atakowane były z lądu i z powietrza, niekiedy dodatkowo jeszcze z wody. Minął czas heroicznych czynów jednostek. Nie znaczy to wcale, że dwudziestowieczne oblężenia utraciły zupełnie swój symboliczny wydźwięk. Słynnym oblężeniem, znanym z kampanii wrześniowej, było oblężenie Warszawy. Walcząca mężnie przez ponad dwa tygodnie z przeważającymi siłami wroga Warszawa stała się symbolem oporu Polaków. W ogniu pożarów i huku bomb sięgnęła Warszawa po nimb najwyższego bohaterstwa. Widzimy tu pewną reminiscencję wspomnianych wyżej historii. W starożytności czy nawet w baroku poszczególne jednostki przechodzą do panteonu nieśmiertelnych bohaterów. W wieku XX na miano bohatera wyrasta oblężone miasto, co było zasługą jego anonimowych mieszkańców, którzy z pełnym poświęceniem i bez wahania bronili swojej stolicy.

W pierwszych dniach oblężenia dla mieszkańców Warszawy najgorsze były niemieckie bombardowania. Zrzucane z samolotów bomby nie wybierały swoich ofiar. Zabijały ludzi i niszczyły bezlitośnie wszystko - zabytki, domy, fabryki, teatry, muzea. O jednym z nalotów opowiada wiersz Antoniego Słonimskiego "Alarm". Każdy nalot, także i ten opisany w wierszu, rozpoczynał się ostrzegawczym wyciem syren. Ten złowieszczy dźwięk powodował strach i panikę wśród mieszkańców miasta. Ludzie nerwowo odrywali się od swoich zajęć i szukali bezpiecznego schronienia na czas bombardowania. Potem z jęku syren wyłaniał się cichy warkot silników nadlatujących samolotów. Potęgował on grozę, ponieważ zapowiadał zbliżające się niebezpieczeństwo. Wreszcie narastający pomruk maszyn pękał serią zrzuconych bomb. Poczucie zagrożenia sięgało wówczas zenitu. Mieszkańcy miasta, w tym także i podmiot liryczny, ze skupieniem wsłuchiwali się w odgłosy wybuchów. Te cichsze, to gdzieś dalej, pewnie na Pradze. Lecz odgłosy bomb stają się coraz bliższe, pociski padają tuż, tuż. Ktoś przeraźliwie krzyknął i nagle zapadła straszliwa cisza. Wkrótce głos z megafonów odwołuje lotniczy alarm. Niebezpieczeństwo minęło.

Jednak podmiot liryczny jest zdania, że tego alarmu nie można odwołać. On musi trwać. Ten alarm ma pobudzać Polskę i Polaków do walki z faszystowskim najeźdźcą. W ten sposób nadaje Słonimski oblężeniu Warszawy szczególny, symboliczny charakter. Mimo że nie lecą już bomby, niebezpieczeństwo wciąż trwa. Podmiot liryczny, nawet przebywając w Paryżu, z dala od zniszczonej Warszawy, wciąż słyszy w głowie szum nocnych nalotów. Lecz to nie lecą bombowce. To w wyobraźni poety płyną obrazy zburzonej Warszawy. Choć stolica została obrócona w gruzy, to przecież jest pełna sławy. Zniszczona, lecz nie pokonana. W takim rozumieniu Warszawa urasta prawie do rangi Jasnej Góry, której szczęśliwa obrona stała się symbolem polskiej niezłomności. Polak przebywający w Paryżu, który poddał się bez walki, może być dumny ze swej Warszawy. Jednak jest to bolesna duma, bo każdy zburzony dom spada kamieniem na serce podmiotu lirycznego. Dlatego alarm dla miasta Warszawy musi trwać.

Zupełnie nową rolę nadaje obrazowi oblężonego miasta Zbigniew Herbert w "Raporcie z oblężonego miasta". Temat oblężenia pełni u niego funkcję alegorii. Wiersz opisuje rzeczywistość stanu wojennego. Obraz oblężonego miasta można interpretować co najmniej w dwojaki sposób. Po pierwsze, nietrudno się domyślić, że oblężonym miastem z utworu Herberta jest Polska czasu stanu wojennego. Poeta łączy jednak fakt wprowadzenia stanu wojennego ze wcześniejszymi historycznymi wydarzeniami. Właściwie stan oblężenia miasta-Polski trwa wiecznie, od najazdów Gotów aż po czasy schyłkowego PRL-u. Przez cały ten czas trwa obrona polskiej tradycji i tożsamości narodowej przed zalewem obczyzny, narzucanej nam przez coraz to nowych intruzów. W momencie, gdy podmiot liryczny zdaje raport z oblężenia niewiele już zostało z dawnej świetności miasto - zaledwie ruiny świątyń, widma ogrodów i domów, ale nawet tego trzeba bronić, gdyż jeśli przepadną ruiny, nie pozostanie już nic.

W wierszu Herberta miasto ma także inne znaczenie. Tym miastem może być każdy z jego mieszkańców, każdy z Polaków. Jeśli broniące się resztkami sił miasto padnie i jeśli przeżyje choć jeden jego obrońca, wówczas on będzie miastem, on będzie nosił w swej duszy wszystkie te wartości, który miasto tak zaciekle broni.

Obraz oblężenia odrywa się u Herberta od rzeczywistości. Zyskuje metaforyczny sens. Oblężonym miastem może być każdy, kto sprzeciwia się narzuconej obcej rzeczywistości. Zagrożenie w wierszu Herberta jest realne, mimo że opisuje nie wojnę, a jedynie polityczne zamieszki. Realizm ów płynie z zestawienia historycznego faktu - wprowadzenia stanu wojennego - z utrwalonym w literaturze archetypem oblężonego miasta. Tak jak w starożytności, kiedy po upadku twierdzy obrońcy tracili wszystko, tak i u Herberta upadek bojowego ducha niezależności i niepokory będzie oznaczał ostateczną katastrofę. Jedyną nadzieją może być wówczas pojedynczy obrońca, który w pamięci swej zmieści wartości i ideały miasta-Polski.

W utworze Herberta wykorzystany jest obraz oblężenia miasta, aby ukazać stan najwyższego zagrożenia. Bo przecież od czasów starożytnych z oblężeniem miasta łączyło się największe dla jego mieszkańców zagrożenie. Z chwilą upadku miasta jego mieszkańcy tracili dosłownie wszystko. Właśnie ten stan ostatecznego zagrożenia jest główną cechą literackiego archetypu oblężonego miasta, po który twórcy chętnie sięgają aż po dzień dzisiejszy, nadając oblężeniu sens alegoryczny.