Mimo iż powszechnie wydaje się, że starożytni absolutni władcy mieli życie usłane różami, nie jest to prawdą. Choć ich rozkaz był prawem, a żaden sprzeciw wobec ich woli wystąpić nie mógł, nie oznaczało to bynajmniej komfortowego życia. Powiem więcej, władza starożytnych królów była często dla nich źródłem nieszczęść i udręki. Bo każda władza wymaga odpowiedzialności. Zaś władza sprawowana przez jednostkę, wymaga wręcz spartańskiej samodyscypliny i wielkiej roztropności. Kto tych cech nie posiada, szybko przekonuje się, jak wielka na nim odpowiedzialność spoczywa. Mimo że nikt z poddanych nie wytknie mu błędów, one same wrócą do niego, mszcząc się w stukrotny sposób.
Z kart literatury znamy przykłady władców, którzy za swą nieroztropność i brak wyobraźni musieli drogo zapłacić. Byli to Kreon, król Teb i Priam, król Troi. W przypadku Kreona można mówić o tragizmie jego postaci. Kreon nie miał doświadczenia odpowiedniego do sprawowania rządów. Godność królewska spadła nań dość nieoczekiwanie. Po bratobójczej walce Polinejkesa i Eteoklesa, która kosztowała ich obu życie, Kreon, jako najbliższy ich krewny, został królem Teb. To gwałtowne wstąpienie na tron nie okazało się dlań nazbyt szczęśliwe. Już jednym ze swych pierwszych postanowień zaczął kręcić sznur na własną szyję.
Aby udowodnić swym poddanym, że będzie władcą sprawiedliwym, który nie przepuszcza zbrodni bez kary, zaraz po objęciu urzędu zakazał pogrzebania zwłok zdrajcy Polinejkesa, który sprowadził na rodzinne miasto nieprzyjaciół. Motywacja Kreona była słuszna. Chciał w przykładny sposób ukarać zdrajcę. A ponieważ zdrajca już nie żył, jedynym, co Kreon mógł zrobić, było odmówienie mu pochówku. Nie była to tylko kara symboliczna. Trzeba nam wiedzieć, że wedle wierzeń starożytnych Greków, kto nie ma po śmierci pochówku, tego dusza nie może wejść do świata umarłych i skazana jest na wieczną udrękę, tułając się po brzegach Styksu. Tak więc kara, na jaką skazał Kreon zwłoki Polinejkesa była dość poważna.
Jednak wydając zakaz sprawienia pochówku zdrajcy, nie wziął Kreon pod uwagę bardzo ważnego faktu: prawo boskie nakazuje grzebać umarłych. Stanowiąc więc zakaz pogrzebu Polinejkesa, Kreon złamał boże prawo, które cieszyło się powszechnym poważaniem i od wieków było przestrzegane. Kreon uważał, że na ziemi jedynym królem nad Tebańczykami jest on sam i nie musi się z nikim i z niczym liczyć. W tym rozumowaniu tkwił błąd. To prawda, że był absolutnym monarchą Teb, ale nawet tyran nie może próbować wpływać na sumienie swoich poddanych. Żaden prawodawca, który chce, żeby jego prawo było przestrzegane, nie może go stanowić wbrew odwiecznym zwyczajom i publicznym przekonaniom. Takie prawo, które zakazuje ludziom czynić, co od wieków uważają za słuszne i sprawiedliwe, nie będzie przestrzegane. Od jego łamania powstrzymuje ludzi wyłącznie strach. Zaś władza oparta na strachu rzadko kiedy wytrzymuje próbę czasu. Taka władza rodzi w poddanych nienawiść i łatwo może się zdarzyć, iż ktoś, kto swój strach przełamie, strąci z tronu tyrana przy społecznym aplauzie. Jeśli władca chce, żeby przestrzegano jego rozkazy, musi je tak wydawać, aby były one w miarę zgodne z sumieniem jego poddanych. Prawo, które lud uzna za słuszne, ma większą szansę na to, iż będzie przestrzegane. A nawet jeśli ktoś je złamie, opinia publiczna stanie po stronie władzy, gdy przyjdzie czas ukarania winowajcy. Natomiast w przypadku niesprawiedliwego prawa na nic zda się karanie tych, którzy je łamią. Takie kary doleją tylko oliwy do ognia, uzmysłowią obywatelom, że mają za władcę tyrana, który nie liczy się z ich przyrodzonym poczuciem sprawiedliwości.
Kreon nie znał tych zasad sprawowania władzy. Był przekonany, że wola królewska nie zna żadnych ograniczeń. Brakowało mu doświadczenia w rządzeniu. Był dobrym żołnierzem i dowódcą, umiał zapewnić sobie posłuch podwładnych, ale do szczęśliwego panowania potrzeba władcy czegoś więcej niż tylko posłuchu. Trzeba mu miłości, a przynajmniej szacunku poddanych. Tych zaś nie wzbudza się kierując nienawiścią, jak to uczynił Kreon zabraniając pogrzebać Polinejkesa, a miłosierdziem i umiejętnością przebaczania. Znacznie więcej osiągnąłby Kreon, gdyby sprawił Polinejkesowi pogrzeb, nie tak wystawny jak Eteoklesowi, ale chociaż skromny i cichy. Pokazałby wtedy mieszkańcom Teb, że jest sprawiedliwy, ale nie okrutny.
Tymczasem stanowiąc surowy zakaz grzebania zwłok Polinejkesa, wywołał zrozumiałe poruszenie wśród Tebańczyków, którzy wyczerpani wojną raczej potrzebowali spokoju niż rządów twardej ręki. Kreon nie musiał długo czekać na efekt swych nieprzemyślanych posunięć. Antygona, siostra poległego Polinejkesa, zdecydowała się pogrzebać brata, mimo grożącej za to kary śmierci. Kreon, aby udowodnić swą surowość i konsekwencję, skazuje Antygonę na śmierć głodową. Brnie w ten sposób dalej w pułapkę, którą sam na siebie zastawił. Antygona, nie chcąc cierpieć mąk głodowej śmierci, popełnia samobójstwo. Kreon pod wpływem perswazji Terezjasza postanawia uwolnić skazaną, gdyż pojmuje, że postąpił niesprawiedliwie, zakazując pogrzebania Polinejkesa. Jest już jednak za późno na naprawienie krzywd. Hajmon, syn Kreona, a narzeczony Antygony, odnajduje ją zmarłą i sam również odbiera sobie życie, przeklinając wcześniej ojca. Na wieść o podwójnej tragedii, samobójstwo popełnia również żona Kreona. W taki oto okrutny sposób zemścił się los na królu Kreonie, któremu wydawało się, że jest niczym nie skrępowany w stanowieniu prawa.
Kiedy w przypadku Kreona można jeszcze mówić o nieszczęśliwym zbiegu okoliczności czy o tragicznym splocie wydarzeń, nie można tego powiedzieć o Priamie. Kreonowi brak było doświadczenia i głównie to spowodowało tragedię. Tymczasem staremu Priamowi nie sposób odmówić doświadczenia w sprawowaniu rządów. Przez całe długie życie Priam pomyślnie królował Troi. Jednak na starość popełnił karygodny błąd. Zamiast bezwzględnie nakazać swemu synowi - Parysowi - zwrócenia Grekom porwanej Heleny, Priam ulega mu i odprawia greckich posłów z przysłowiowym kwitkiem.
W ten sposób Priam wykazał się kompletnym brakiem odpowiedzialności za miasto, którym rządził. Postawił prywatny interes swojego syna ponad dobrem publicznym. Tego nie wolno robić żadnemu władcy. Gdy prywata bierze górę nad interesem publicznym w postępowaniu władcy, zapowiada to rychły upadek rządzonego przez niego państwa. Państwo to nie prywatny folwark, którym można swobodnie dysponować. Państwo to wielkie wyzwanie, które wymaga poświęceń i odpowiedzialności. Tej odpowiedzialności nie czuł na sobie Priam. Lekkomyślnie naraził swych poddanych na długą i wyczerpującą wojnę tylko dlatego, że jego synalek nie miał ochoty oddać porwanej branki. Tak nie postępuje rozsądny władca. W przypadku Kreona, można było usprawiedliwić jego błędy brakiem doświadczenia. Nieodpowiedzialności Priama niczym usprawiedliwić nie można.
Również stary Priam długo nie musiał czekać, by wziąć od historii ostatnią lekcję rządzenia państwem. Grecy po dziesięciu latach nieustannego oblężenia zdobyli Troję i zrównali ją z ziemią. Tak kończą miasta, których władcy bardziej dbają o pomyślność swojej rodziny niż o dobro swoich poddanych.
Z tych dwóch smutnych historii jawią się dwie prawdy: do sprawowania władzy trzeba mieć dużą wiedzę i predyspozycje. Nie posiadał ich Kreon i przez to los udzielił mu srogiej lekcji rządzenia. Lecz jeśli nawet posiada się predyspozycje i doświadczenie, jak Priam, trzeba jeszcze bezwzględnej odpowiedzialności i surowych zasad moralnych. Bo wystarczy tylko raz jeden dać posłuch egoizmowi, a to już może spowodować klęskę, jaka stała się udziałem Troi i nieszczęsnego króla Priama.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały przeznaczone wyłącznie do użytku osobistego. Publiczne udostępnianie w jakikolwiek sposób bez zgody podmiotu uprawnionego jest zabronione.