"Człowiek to wielka rzecz" - w cierpieniu jest idea

Ten wyrwany z kontekstu cytat nie oddaje w żaden sposób treści i przesłania "Zbrodni i kary". Co więcej, nawet zaciemnia wymowę powieści, ukazując tylko jej część. Sądzę, że nie było zupełnie intencją Dostojewskiego, aby jego wielka powieść była odczytywana w sposób przedstawiony w temacie. Dlaczego? Przyjrzyjmy się postaci Rodiona Raskolnikowa i jego historii.

Rodion Raskolnikow dzielił ludzi na dwie kategorie - ludzi naprawdę wielkich i resztę ludzkiego gatunku, którą nazywał wszami. Jak więc widać już z tej pierwszej uwagi, Raskolników wcale nie stał na stanowisku, że człowiek to wielka rzecz. Owszem, za wielkie uważał wybrane jednostki, jednak gros społeczeństwa stanowił, w jego opinii, bezwartościowy motłoch. Raskolnikow wszak na tym podziale nie skończył swoich filozoficznych rozważań. Doszedł on do wniosku, że ludzie naprawdę wielcy nie są związani zwykłymi zasadami moralnymi, które obowiązują resztę społeczeństwa. Prawdziwie wielki człowiek może bezkarnie popełniać straszliwe zbrodnie, jeśli prowadzą one do wzniosłego społecznie celu. I ludzie-wszy nie mogą mu mieć za złe jego postępowania, gdyż ludzkie wszy nigdy nie pojmą rozumowania człowieka nadzwyczajnego. Motłoch jest tylko narzędziem w rękach nadczłowieka (posłużmy się tu bez obaw terminologią Nietzschego, gdyż poglądy Raskolnikowa skłaniają się ku myślom tego filozofa). Motłoch nie jest w stanie wielkiej jednostki oceniać.

Za przykład prawdziwie wielkiego człowieka uznaje Raskolnikow Napoleona. Nie jest tajemnicą, że w dobie epoki napoleońskiej poginęły setki tysięcy, jeśli nie miliony ludzi w krwawych wojnach wzniecanych przez francuskiego cesarza. Na jego rękach widać krew tłumu Bogu ducha winnych żołnierzy i cywilów. Mimo ogromu nieszczęścia i licznych zbrodni, które za sprawą ambicji Napoleona ujrzały światło dzienne, powszechnie uważa się cesarza Francuzów za człowieka wybitnego, za naprawdę wielką jednostkę. On przecież pchnął feudalną Europę na nowe tory, on wyznaczył w spleśniałym, konserwatywnym świecie nowy porządek, do którego musieli stosować się władcy także po abdykacji Napoleona. I już w czasach Raskolnikowa Europa wielbiła Napoleona za jego wiekopomne dzieło. Nikt natomiast nie wypominał mu morza krwi, jakie przelał dla realizacji swych celów. Po prostu do ludzi naprawdę wielkich przykłada się inną miarkę niż dziesięć przykazań. Zasady moralne i dekalog są dla plebsu, wodzowie sami tworzą dla siebie moralność.

Stworzywszy taką wizję społeczeństwa, Raskolnikow zapragnął sprawdzić, do jakiej kategorii ludzi on się zalicza. Czuł się wewnętrznie człowiekiem wielkim. Gardził prostymi ludźmi, wśród których przebywał. Widział siebie jako twórcę nowego porządku, jako jednostkę zdolną do decydowania o losie innych ludzi. Do realizacji marzeń i celów brakowało Raskolnikowi tylko jednego - odpowiedniej ilości pieniędzy, aby wygrzebać się ze społecznego dna. Filozofia, stworzona przez Raskolnikowa i jego trudna sytuacja materialna są przesłankami, które skłoniły go do popełnienia morderstwa. Bardziej jednak, niż chęć rabunku, pchała go do realizacji zbrodni żądza wypróbowania samego siebie. Raskolnikow zadawał sobie irytujące pytanie: kim jestem? Wszą czy człowiekiem? Obłęd jego sięgnął do tego stopnia, że musiał popełnić zbrodnię, aby przekonać się prawdy o sobie samym.

Po dokonaniu podwójnego morderstwa Raskolnikow stwierdza z przerażeniem, że wcale nie jest nadczłowiekiem. Dokonana makabryczna zbrodnia wpędza go w ciężką chorobę. Rodion czuje się podle. Mimo że sam przed sobą nie przyznaje się do tego, targają nim gwałtowne wyrzuty sumienia. Wreszcie, pod wpływem głęboko religijnej Soni, Raskolnikow decyduje się przyznać do popełnienia morderstwa i ponieść karę za swój grzech. Z punktu widzenia swojej filozofii Raskolnikow okazuje się wszą. Nie dla niego laur wieńczący skronie prawdziwych ludzi. Rodion czuje się człowiekiem przegranym, nie zdał egzaminu, który sam przed sobą postawił. Jednak osobista porażka Raskolnikowa, wcale nie oznacza, że załamał się jego światopogląd. Rodion wciąż zimno rozumuje. Po prostu okazało się, iż Rodion Romanowicz Raskolnikow jest zwykłą (choć czy aby do końca?) ludzką wszą. Nie zaprzecza to jednak słuszności podziału ludzi na kategorię naprawdę wielkich jednostek i motłoch.

Jednak z czasem odbywania ośmioletniej katorgi, na jaką został za morderstwo skazany Raskolnikow, zmienia się jego sposób oglądania świata i społeczeństwa. Pod wpływem żarliwej religijności Soni, Rodion zaczyna się zastanawiać, czy jego nihilistyczny światopogląd jest słuszny. Na monolicie jego makiawelistycznej filozofii pojawiają się nie spotykane wcześniej rysy. Raskolnikow bierze się za czytanie Pisma Świętego. Wpływ tej lektury powoduje, że Rodion poczyna się zastanawiać, czy mógłby jeszcze powrócić do prostych zasad moralnych, płynących z Biblii. Nie jest pewien, czy potrafiłby być taki, jak Sonia - choć z pozoru upodlony i upadły, to wewnętrznie czysty i kierujący się wysoką moralnością.

Cierpienie wpłynęło więc pozytywnie na Raskolnikowa. Zaczął on rewidować swoje moralnie dwuznaczne poglądy i skłaniać się ku wyznawaniu tradycyjnych moralnych zasad, płynących z chrześcijańskiej kultury. Czy jednak można powiedzieć, że przez ten początek psychicznej metamorfozy Rodion stał się człowiekiem prawdziwie wielkim? Ponadto, czy można również stwierdzić, że w cierpieniu jest idea? Sądzę, że twierdzące odpowiedzi na powyższe pytania są nieco przesadne i mijają się z prawdą.

Niewątpliwie, Raskolnikow wykazuje ogromny hart ducha, próbując się zmienić i odzyskać wiarę w życie i człowieka. To jednak, w moich oczach, wcale nie czyni go człowiekiem wielkim, ani nie udowadnia, że człowiek to wielka rzecz. Na Boga! Cóżby się stało, gdybyśmy uczynili z Raskolnikowa bohatera? Jaki miałoby to wydźwięk moralny? Nie można zapominać, że Raskolnikow to morderca. Jak wyglądałby świat, gdyby każda nieprzeciętna jednostka rozpoczynała swą karierę od podwójnego zabójstwa. Czy wystarczyłoby na nim lichwiarek do testowania charakterów? Jestem zdecydowanie daleki od uznawania Raskolnikowa za "wielką rzecz". Dla mnie, Rodion to osobnik o słabej psychice, to chora jednostka, która stanowi poważne zagrożenie dla otoczenia i powinna być odizolowana w szpitalu psychiatrycznym do końca jej marnych dni. Nie daje gwarancji powrotu do normalności ktoś, kto pod wpływem własnych chorych fantazji popełnił podwójne morderstwo. A na pewno już ktoś taki nie może być dobrym obrazem cytatu "człowiek to wielka rzecz". Bo jeśli przyjmiemy, że jednak Raskolnikow, jako człowiek, jest wielki, to co powiedzieć o lichwiarce i jej siostrze? Czyż i one, także przedstawicielki homo sapiens, nie były wielkie, że zasłużyły na tak okrutny los? Stawianie Rodiona na piedestale, to podpisywanie się pod jego podziałem ludzi na wybitnych i wszy. A przecież dziś, po krwawych doświadczeniach drugiej wojny, nikt rozsądny i uczciwy pod taką filozofią się nie podpisze.

Równie ostrożnie podchodzę do tezy mówiącej, że w cierpieniu kryje się jakaś idea. Jaka? Ascezy? Czy mamy powrócić w epokę średniowiecznych biczowników? Przecież dzisiaj nawet Kościół uważa, że samoumęczanie się jest grzechem przeciw przykazaniu "nie zabijaj". Dla mnie cierpienie nie ma idei. Nadto, nie wiemy, jaki był długofalowy wpływ cierpienia na osobowość Raskolnikowa. Kto wie, czy nasz bohater, odbywszy katorgę i zapomniawszy nieco o jej udrękach, nie powróci do swej filozofii? Teraz byłby już mądrzejszy w sprawdzaniu swego "nadczłowieczeństwa", zdobył wszak pierwszym razem wiele cennych doświadczeń.

W świetle powyższych rozważań sądzę, że nie należy popadać w egzaltację, kiedy mówimy o człowieku. Nazwa człowiek jest już wielka sama w sobie, nie trzeba jej żadnych epitetów, bo jakakolwiek próba generalnego zdefiniowania gatunku ludzkiego kończy się tym, czym skończyła się dla Rodiona - pomyłką. Natomiast, w moim przekonaniu, cierpienie jest co najwyżej koniecznym złem, które niekiedy trzeba znieść. Nie ma się w nim jednak co rozsmakowywać i szukać w nim idei, ponieważ taka postawa pachnie już psychiczną dewiacją.