Stracone złudzenia - historia dojrzewania Eugeniusza Rastignaca

Akcja powieści Honoriusza Balzaca pt. "Ojciec Goriot" rozgrywa się w Paryżu we wczesnych latach dwudziestych wieku XIX. Ówczesny Paryż to miasto wielkich kontrastów. Ogromne fortuny sąsiadują z przerażającą ludzką nędzą. Rewolucja francuska, a później czasy napoleońskie wstrząsnęły Francją. Rewolucja zmiotła dawną, feudalną arystokrację, lecz już czasy Napoleona przyniosły narodziny nowej arystokratycznej elity, której majątki wyrastały jak grzyby po deszczu, korzystając z hojności cesarza. Również odrestaurowana monarchia szczodrą ręką rozdawała pieniądze i ziemskie dobra, budując sobie w ten sposób warstwę nowej szlachty, na której mogła oprzeć swe rządy.

Paryż wczesnych lat dwudziestych XIX wieku był miejscem, gdzie można było szybko zrobić zawrotną karierę. Nierzadko zdarzało się, że dzięki odpowiednim koneksjom czy tylko osobistym przymiotom, ludzie w kilka lat dochodzili do dużego majątku i społecznego poważania. Sposobów na błyskotliwą karierę było wiele. Oczywiście najszersze perspektywy rozciągały się przed młodymi, inteligentnymi, wykształconymi ludźmi.

Takim młodym inteligentnym i żądnym salonowej sławy i pieniędzy był Eugeniusz Rastignac. Pochodził on z ubogiej rodziny szlacheckiej, zamieszkałej gdzieś na francuskiej prowincji. W Paryżu prowadził prawnicze studia i szukał uparcie sposobu na zrobienie w tym mieście wielkich szans błyskotliwej kariery. Eugeniusz wiedział, że musi stać się bogatym człowiekiem. Liczyła na to jego rodzina, która gotowa była oddać mu ostatnie grosze, byle on się kształcił i dobrze urządził w stolicy. Eugeniusz zdawał sobie sprawę, że jest jedyną nadzieją swoich bliskich na poprawę losu. Dlatego wciąż szukał drogi do odniesienia towarzyskiego i finansowego sukcesu.

Rastignacowi nie szło jednak w Paryżu lekko - mieszkał w ubogim pensjonacie pani Vauquer, często nie dojadał, pieniędzy ledwo starczało mu na skromne życie. A wokół siebie widział taki luksus i przepych. Takie piękne damy mijały go w karocach na paryskich ulicach, tak piękne pałace zdobiły dumne miasto. Te widoki tym bardziej podniecały ambicje Rastignaca.

Jednak, mimo że Eugeniusz miał wszystkie predyspozycje do zrobienia błyskotliwej kariery - był młody, przystojny i wykształcony - przeszkodą w pięciu się po szczeblach społecznej drabiny była jego głęboko zakorzeniona uczciwość i prostolinijność. Rastignac nie wyobrażał sobie, że na swej drodze do majątku będzie musiał złamać swoje kryształowe zasady moralne. Od maleńkości wpajano mu, że człowiek musi kierować się w życiu uczciwością i postępować wobec bliźnich lojalnie. Tymczasem w ogarniętym żądzą pieniądza Paryżu nie było miejsca dla ludzi uczciwych. Oni byli spychani gdzieś na margines społecznego życia, nie mogąc w żaden sposób wytrzymać konkurencji z pełnymi tupetu i bezczelności osobami, które pięły się w górę po szczeblach społecznej kariery nie zważając na trupy, jakie zostawiają za sobą. Prawie każdy nowy arystokratyczny tytuł, prawie każda fortuna wyrosła po rewolucji, opierały się na ludzkiej krzywdzie, czasem nawet były splamione krwią.

Nawet poczciwiec Goriot dorobił się swego majątku w mało chlubny sposób: w czasie rewolucji dostał młyn i następnie zbił całkiem pokaźną sumkę na spekulacji mąką, kiedy nastały lata głodu. Nie było wówczas we Francji czystych pieniędzy. Kto szybko dochodzi do znacznego majątku, ten po drodze musi dopuścić się jakiegoś nadużycia. Choćby takiego, że on zarabia dziesięć razy tyle, co tak samo pracujący inny człowiek, który nie miał szczęścia załapać się na zyskowny interes. Tymczasem Eugeniusz ufał z dziecięcą naiwnością, że wielkie pieniądze zarobi nie brudząc sobie rąk. Jednak pod wpływem obserwowania paryskich stosunków, Eugeniusz dostrzega, że miasto nie rządzi się uczciwością, a chęcią zysku. Z chęci zysku córki ojca Goriota pozbawiają go resztek majątku. On, przepełniony ojcowską miłością, gotów jest przychylić swym córkom nieba, natomiast one nie darzą ojca żadnym uczuciem. Je interesuje tylko to, ile jeszcze kosztowności ma tata i ile pieniędzy uda się od niego wyciągnąć. Kiedy ojciec Goriot oddaje córkom ostatnie grosze, te zupełnie o nim zapominają, jakby stał się dla nich obcym człowiekiem. Pozostawiają go w nędzy i zupełnie nie obchodzi ich los Goriota. Nie zjawiają się nawet na jego pogrzebie, ograniczając się do symbolicznego przysłania pustych karet, które odprowadzają ubogą trumnę Goriota na cmentarz. Prócz własnych obserwacji praktyczną wiedzę o paryskim światku czerpie Eugeniusz z opowieści Vautrina. Ten zbrodniarz, w którego postaci znajdziemy jednak wiele szlachetnych rysów, otwiera Eugeniuszowi oczy i pokazuje, jak toczy się paryskie życie i gdzie leżą korzenie fortun bogatych Paryżan. Vautrin chce pomóc Rastignacowi. Chce mu oszczędzić rozczarowań i upokorzeń, jakich zaznał w swoim życiu. Proponuje Eugeniuszowi łatwe i szybkie zrobienie kariery. Wcielając swój plan w życie Vautrin morduje pewnego skąpego bogacza, który był daleko spokrewniony z jedną z pensjonariuszek domu pani Vauquer. Panna dziedziczy pokaźny majątek jako jedyna spadkobierczyni zamordowanego, zaś, jako że dziewczyna podkochuje się w Rastignacu, jej majątek leży od Eugeniusza na wyciągnięcie ręki. Gdyby ożenił się z dziewczyną, za jednym zamachem zyskałby skromną, kochającą żonę i niezły kapitał, od którego musiałby oczywiście zapłacić pewną "prowizję" Vautrinowi, który całą intrygę tak sprawnie zaplanował i wprowadził w życie. Jednak Eugeniusz waha się. Jego szczera moralność nie pozwala mu brać udziału w ciemnych interesach Vautrina. Nie kocha cudownie wzbogaconej panny, nie chce się z nią żenić dla pieniędzy. Skrycie pała uczuciem do jednej z córek Goriota, choć wie, że jego uczucie nie ma szans na szczęśliwy finał, gdyż ona jest mężatką. Choć Rastignac tak bardzo pragnął zbicia majątku, wzdryga się przed wyciągnięciem ręki po pieniądze, które w tak nieoczekiwany sposób zsyła mu los za pośrednictwem machinacji Vautrina. Eugeniusz obawia się, że nie mógłby spokojnie żyć w zakłamaniu, zdając sobie sprawę, w jaki sposób zdobył majątek i ukrywając to zarówno przed żoną, jak i całym światem.

Jednak Vautrin zasiał w Rastignacu poważne wątpliwości. Od czasu jego poznania i afery z zaplanowanym zabójstwem w Eugeniuszu kiełkuje pokusa, aby zastosować wobec zgniłego społeczeństwa Paryża jego własne, zepsute metody. Zaczyna rozumieć, że uczciwością do niczego nie dojdzie. Musi być tak samo wyrafinowany i podły jak reszta społeczeństwa miasta, jeśli chce w tym społeczeństwie zrobić karierę.

Proces dojrzewania do paryskiej rzeczywistości kończy w Eugeniuszu śmierć ojca Goriota. Lekceważenie Goriota, jakie okazały mu w ostatnich dniach życia jego wyrodne córki, uświadamia ostatecznie Eugeniuszowi, że w Paryżu nie ma miejsca na jakiekolwiek sentymenty, jeśli chce się zrobić błyskotliwą karierę. Nie liczą się więzy rodzinne, sumienie trzeba schować do kieszeni i być zimnym i bezwzględnym. Gdyby teraz Vautrin zaproponował mu małżeństwo dla pieniędzy, Rastignac z pewnością przystałby na tę propozycję. O tym, że dokonała się w nim pod wpływem śmierci Goriota, który umarł zapomniany przez własne dzieci, końcowa przemiana, świadczą słowa, jakie wyrzekł Rastignac nad jego świeżą mogiłą. Spojrzał w kierunku dobrze widocznego z cmentarza miasta i zapowiedział: "Teraz się spróbujemy" - zupełnie jakby groził zepsutemu miastu. W tym momencie Eugeniusz był już gotów stawić czoła paryskim salonom. Wyrzekł się wszelkich skrupułów i złudzeń, które dotąd nie pozwalały mu działać bezwzględnie w dążeniu do obranego celu i korzystać z nadarzających się okazji.