Niewątpliwie związki międzyludzkie są o tyle luksusowe, że nie trzeba za nie płacić. One, pod zupełnie darmowym tytułem, wypełniają ludzkie życie i nadają mu określony charakter. Są solą w losach każdego człowieka. Bez nich, ludzkie istnienie utraciłoby bardzo wiele ze swej wartości.
Ale związki międzyludzkie nie są luksusem w ścisłym tego słowa znaczeniu. Przecież nie zapewniają one w życiu komfortu, zbytku i wygody. Wcale nie. Czasem nawet związki międzyludzkie mogą być źródłem niewygód i utrapienia. Jednak ich znaczenie poznaje się dopiero wówczas, gdy zaczyna ich brakować. Człowiek ze swej natury jest istotą społeczną. Do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje innych ludzi jak powietrza i wody.
Maria Dąbrowska w swojej wielkiej powieści "Noce i dni", którą niektórzy nie bez przesady nazywają epopeją, siłą rzeczy, poprzez epicki rozmach, wiele miejsca poświęca problematyce związków międzyludzkich. Nie są one jednak w przedstawieniu Dąbrowskiej nieustającą przyjemnością. Czasem stają się dla bohaterów powieści źródłem prawdziwych rozczarowań i smutku. Niemniej, z pewnej perspektywy czasowej, związki międzyludzkie, tak dogłębnie przez pisarkę zanalizowane na przykładzie rodziny Niechciców, okazują się rzeczywiście prawdziwym życiowym luksusem, jedyną trwałą wartością w burzliwym świecie, gdzie mało jest pewnych punktów oparcia dla człowieka. Jest to o tyle dziwne, że przeczy to prawom logiki. Bowiem suma codziennych zmagań Bogumiła i Barbary z życiem, które nie było przecież usłane różami, składa się na jakąś wartość naprawdę luksusową i dającą wiele zadowolenia tym bohaterom, gdy spoglądają oni wstecz na swoje życie. Ale któż przykłada jakąś obiektywną miarkę do tego, co nie poddaje się praktycznie mierzeniu - do relacji międzyludzkich.
Na pozór mogłoby się wydawać, że nie będzie nic bardziej nieudanego na świecie niż małżeństwo Bogumiła Niechcica i Barbary Ostrzeńskiej. Bardzo różnili się oni od siebie. Tak bardzo, że można wręcz powiedzieć, iż zupełnie do siebie nie pasowali.
Bogumił był człowiekiem, który nauczył się "poprzestawać na małym". Pochodził z zamożnej kiedyś rodziny szlacheckiej, która jednak po upadku powstania styczniowego znacznie zubożała na skutek carskich represji. Sam Bogumił brał w powstaniu udział jako chłopiec, po czym musiał uchodzić z kraju i tułał się po obczyźnie. Z niejednego pieca jadł w życiu chleb i nauczył się pokory oraz radowania się tym, co otrzymuje od losu. Po powrocie do kraju daleki był już od romantycznych ideałów, w duchu których wzrastał. Stał się człowiekiem na wskroś praktycznym. Nade wszystko cenił w swoim życiu pracę, odnosił się do niej z nabożnym prawie szacunkiem. Hołdował pozytywistycznej ideologii w najlepszy sposób, jaki można to czynić: jego pozytywizm wynikał nie z nakazu rozumu, ale z potrzeby serca. Bogumił taki już po prostu był - cichy, spokojny, kochający swoje zajęcie, zawsze skory do pomocy bliźnim, choć może czasem trochę nazbyt szorstki i zamknięty w sobie.
Tymczasem Barbara to osoba zasadniczo różna od Bogumiła. Chociaż jej rodzina po powstaniu styczniowym również mocno ucierpiała finansowo, Barbara nie zaznała w życiu tyle biedy, co Bogumił. Dlatego właściwie do końca swoich dni wierna była romantycznym ideałom wpajanym jej w rodzinnym domu i z tęsknotą wspominała czasy swojej młodości, gdy działy się w kraju rzeczy naprawdę wielkie. Barbara była kobietą nieco egzaltowaną, miała trudny charakter, ze skłonnością do zbytniego przywiązywania uwagi do własnej osoby. Często tyranizowała swoją rodzinę swymi prawdziwymi, bądź urojonymi schorzeniami czy tylko przykrymi nastrojami. Nadto, na jej życiu zaważyła pierwsza i, niestety, nieszczęśliwa miłość. Każdego później poznanego mężczyznę porównywała do swego nieosiągalnego ideału i przez to porównanie każdy potencjalny kandydat wypadał słabo.
Lecz lata biegły i Barbara, jeśli nie chciała zostać starą, zgorzkniałą do cna panną, musiała złagodzić nieco swoje kryteria i przestać czekać na księcia z bajki na białym koniu. Ale że jej wybór padł ostatecznie na Bogumiła, jest rzeczą wielce zaskakującą.
Małżeństwo Niechciców zostało zawarte z rozsądku. Nie było w nim miejsca na wielkie miłosne uniesienie. Barbara wiedziała, że Bogumił jest zacnym człowiekiem i że prawdopodobnie nie trafi się jej już lepsza partia, zaś Bogumił potrzebował w życiu wreszcie stabilizacji, którą mógł osiągnąć dzięki założeniu rodziny. Lecz życie tych dwojga nie układało się z początku najlepiej.
Barbara wciąż była przekonana, że jest zupełnie obca w prowincjonalnym świecie, do jakiego wywiózł ją Bogumił. Ona marzyła o salonach, tymczasem otoczyły ją gospodarskie zabudowania i prości chłopi oraz pozostawiający wiele do życzenia zaściankowi sąsiedzi. Można bez przesady powiedzieć, że czasem wręcz nienawidziła męża, który zostawiał ją na długie dnie, zaś wracał z pracy tak wyczerpany, że nie miał wiele sił, aby zajmować się problemami nudzącej się w domu żony.
Wzajemne stosunki między Bogumiłem a Barbarą poprawiły narodziny ich pierwszego dziecka, Piotrusia. Nareszcie zaczęło ich coś łączyć, mieli wspólne dziecko. Obydwoje bardzo kochali Piotrusia. Bogumił na swój powściągliwy, szorstki sposób, zaś pani Barbara wylewnie i kobieco, całym matczynym sercem. Te radosne czasy wczesnego dzieciństwa Piotrusia, były chyba najszczęśliwszym okresem rodziny Niechciców. Wówczas też można powiedzieć, że wzajemne związki międzyludzkie w tej rodzinie, dawały jej członkom poczucie prawdziwie luksusowego życia. Jednak idylla nie trwała długo. Po śmierci dziecka, znów do małżeństwa Niechciców wkradła się wzajemna nieufność, ukryte żale oraz smutek.
Sytuację zmienił wyjazd do Serbinowa, gdzie pani Barbara wreszcie odżyła, uwolniona od przykrych wspomnień o śmierci dziecka. Tutaj też zrodziło się między nią a Bogumiłem prawdziwie dojrzałe uczucie małżeńskiej miłości. Barbara wreszcie pogodziła się z tym, że czasy romantycznych uniesień minęły już dawno i nigdy nie wrócą. W swym mężu zaczęła dostrzegać coraz więcej zalet i darzyła go coraz większym uczuciem, które wynikało z akceptacji wzajemnych zalet i wad oraz z rosnącego przywiązania. Spokojny rytm życia w serbinowskim majątku dawał Niechcicom wiele zadowolenia i satysfakcji. Narodziny kolejnych dzieci cementowały rodzinę i powodowały, że Niechcicowie czerpali naprawdę dużą satysfakcję ze wzajemnych relacji.
Oczywiście życie ich nie było usłane różami. Zdarzały się w nim przykre wydarzenia. Pani Barbara miała wiele udręk ze swym wyrodnym synkiem Tomaszkiem, który rósł na prawdziwego rozrabiakę i nicponia. Lecz te drobne przykrości rekompensowała jej grzeczna i bardzo układna córka Agnieszka, która z czasem stała się spadkobierczynią ideałów ojca i matki.
Pewnym cieniem na pożyciu Niechciców kładą się romanse Bogumiła, do których nabrał on zamiłowania już jako podstarzały człowiek. Wówczas jednak długi związek Niechciców uratowała wyrozumiałość i cierpliwości pani Barbary, która wybaczała mężowi jego nieprzystojne fanaberie.
Po długich latach, u progu pierwszej wojny światowej, pani Barbara spoglądając wstecz na swoje życie, mimo wielu trudów, które ono jej przyniosło, mogła jedno stwierdzić z pewnością: że istnieje jeden pewny luksus w życiu - luksus związków międzyludzkich. Bo jakie by one nie były, zawsze w ostatecznym rozrachunku dają jakąś ogólną przyjemność i zadowolenie, które nie zawsze dostrzega się na co dzień, ale ono właśnie decyduje o wartości i sensie ludzkiego życia.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały przeznaczone wyłącznie do użytku osobistego. Publiczne udostępnianie w jakikolwiek sposób bez zgody podmiotu uprawnionego jest zabronione.