Które z postaci literackich lub filmowych są najbliższe twojemu ideałowi?

Ciężko dzisiaj znaleźć w literaturze, którą serwuje się młodzieży w szkole postaci bliskie ich ideałom. Ale, o dziwo, również na ekranach kin, gdzie młodzież wybiera się sama, niełatwo o bohatera bliskiego ideałowi. Celuloidowe postaci przedstawiają zazwyczaj skryte marzenia widzów - każdy choć raz chciałby być herosem ratującym ludzkość przed zagładą, prawdziwym twardzielem, który, gdy powie "I’ll be back", na pewno wróci i zrobi ze wszystkim należyty porządek. To nie są ideały, to są symbole i tęsknoty - za wolnością graniczącą z anarchią, za ciekawym, niebanalnym życiem i za dużą dawką adrenaliny w żyłach.

Zaś bohaterowie szkolnych lektur to zwiotczałe papierowe postaci, których dni dawno temu już minęły, a one wciąż straszą nas swymi staromodnymi, zupełnie nieprzystającymi do współczesności poglądami. Przewrotnie rzec można, powtarzając słowa wieszcza, że zastępy szkolnych bohaterów literackich "to szkieletów ludy". Niestety, świat idzie do przodu, co z trudnością dostrzegają szacowni profesorowie Pimkowie odpowiedzialni za kanon szkolnych lektur.

Jednak nawet w tym literackim lamusie znaleźć można pewne typy, które po odkurzeniu i lekkiej modernizacji mogą przypominać na tym bezrybiu moje ideały.

Zaś mój wzór na życie brzmi: "Lub coś, rób coś, kochaj kogoś". Nie jestem w tym stwierdzeniu oryginalny, ale powiedzenie to wyraża głęboką prawdę o ludzkim życiu i sposobie, w jaki można osiągnąć w nim szczęście i zadowolenie.

Najbliższym temu ideałowi bohaterem szkolnych lektur jest Stanisław Wokulski. To człowiek o ponadczasowych cechach, które przystosowują go do każdej właściwie epoki. Wokulski to indywidualista, człowiek polegający na własnych siłach. Taki jest też mój ideał. Nie ma co oglądać się na świat, który jest plątaniną sprzecznych żywiołów, a należy polegać na sobie i swoich zdolnościach. Ze świata trzeba brać tylko to, co niezbędne do życia w myśl przytoczonej maksymy - pasję, zajęcie i drugiego człowieka. Reszta zaś nie powinna nas zbytnio obchodzić. Tchnie to egoizmem, ale czyż nie z egoizmu Wokulski rozdawał swe dobra? Przecież sprawiało mu to niemałą satysfakcję, więc rzec można, iż swymi filantropijnymi uczynkami zaspokajał egoistyczne potrzeby.

Jednak Stanisław Wokulski nie może stanowić dla mnie człowieka, którego mógłbym ślepo naśladować. Wokulski posiadał, w mym mniemaniu, nazbyt staroświeckie podejście do miłości. Ten rzutki kapitalista, człowiek obdarzony ułańską wręcz fantazją i niemałą odwagą dał się emocjonalnie zrujnować pierwszej lepszej trzpiotce, która intelektualnie do pięt mu nie dorastała. Jest to dla mnie fakt zupełnie zaskakujący. Spodziewałem się po Wokulskim bardziej trzeźwego zachowania. Owszem mógł być zawiedziony, miał prawo do rozpaczy, ale żeby od razu kłaść się pod pociąg? Jakoś mi to do niego nie pasuje. Ten, który zbił fortunę na bałkańskich wojnach, ten, którego szanowały moskiewskie rekiny finansjery, miałby dać zmóc się głupiutkiej laleczce, która nie wiedziała nawet, jak się liczy procent? Zaskakujące. Fakt ten powoduje, że Wokulski nie może zostać moim ideałem. Zbyt mocno wionie od niego spleśniałym romantyzmem, aby można go było dziś naśladować. Natomiast sposób w jaki żył i gromadził niezbędna do życia środki - odważny, z rozmachem, jest mi bliski i chciałbym kiedyś potrafić czynić to z taką lekkością i wdziękiem, jak umiał to Wokulski.

Przebiegając pamięcią tytuły lektur, trudno znaleźć mi jeszcze kogoś, kto choć w części mógłby wypełniać moje ideały. Szkolny kanon pełen jest zabytkowych postaw, które dziś nie są bliskie młodym sercom. Czyni to lekturę szkolnych pozycji po prostu nudną. Dlatego młody czytelnik szuka dziś literackich przygód i podniet poza sztywnym szkolnym kanonem, który od dziesiątków lat ulega kosmetycznym tylko zmianom. A trzeba przyznać, że wraz z nastaniem kapitalistycznej wolności jest w czym wybierać na rynku wydawniczym. Warto również nadmienić, że wzrosło nowe pokolenie polskich twórców, którzy już nie o martyrologii i polityce pisują, a o zwykłych ludzkich sprawach, ubierając je w efektowną, poczytną formę. Tam można znaleźć więcej ideałów i bliskich współczesnym ludziom życiowych postaw niż w całym szkolnym zestawie lektur, począwszy od klas młodszych podstawówki.

Autorem, który stworzył bliski mi ideał człowieka jest wielce już teraz popularny pisarz Andrzej Sapkowski. Zaczynał on od krótkich opowiadań fantasy, a aktualnie tworzy wielką epopeję opartą luźno na regułach wspomnianego gatunku, za to mocno zakorzenioną, o dziwo, we współczesności.

Mimo że budowany przez niego fantastyczny świat wyimaginowanych królestw południa i złowieszczego państwa północy Nilfgaardu roi się od bajkowych stworów: strzyg, wilkołaków, wampirów, kikimor, bazyliszków oraz innego baśniowego plugawstwa, a jego główny bohater, Geralt z Rivii, trudni się wybijaniem tych potworów za brzęczącą monetę, twórczość Sapkowskiego jest na wskroś współczesna.

Pisarz posiada rzadki dar umiejętnego wplatania w fantastyczną fabułę aluzji do naszej codzienności, znanej z radia i telewizji. Choć występują w jego powieściach królowie i czarownicy, nietrudno dostrzec, że zachowują się oni zupełnie jak współcześni ministrowie, posłowie, agenci specjalnych służb. Kraina Sapkowskiego, choć zapełniona fantastycznymi stworzeniami, rządzi się zwykłym znanym z naszej codzienności porządkiem rzeczy: miłość, przyjaźń, zdrada i nienawiść są w niej takie same, jak na naszym rodzimym podwórku.

O mocy cyklu stanowi również centralna jego postać, występująca już w najpierwszych opowiadaniach, opartych na polskich ludowych baśniach (o strzydze, o żelaznym wilku), wspomniany już Geralt. To pierwszorzędny bohater. Łączy w sobie elementy szlachetnego romantyka i filozofa z perfekcyjnym rzemieślnikiem zimno wykonującym swój fach. Przypomina też nieco błędnego rycerza, który mimo iż został stworzony do zabijania, w gruncie rzeczy gdzieś na dnie osobowości posiada głęboko zakorzenioną uniwersalną moralność i zwykłą, szczerą ludzką dobroć.

Geralt to człowiek, który szuka w życiu swojego miejsca. Jest mutantem, wprawną maszyną do zabijania potworów, którą stworzyło społeczeństwo dla swej obrony, ale której obawia się nie mniej niż zabijanych przez niego śmiercionośnych bestyj. To taki romantyczny samotny jeździec, który jednak zdaje sobie w pełni sprawę ze swej donkiszoterii i który chciałby znaleźć wreszcie swój dom - prosty zwykły, drewniany budynek, gdzie krzątałaby się żona i bawiły dzieci, a od czasu do czasu wpadałby zaprzyjaźniony poeta Jaskier lub kompania znajomych krasnoludów. Nigdy Geralt jednak tego nie posiądzie. Na skutek genetycznych mutacji, jakie musiał przejść nim został wiedźminem - zabójcą potworów - stał się bezpłodny. Jego aktualny dom, mroczny zamek Kaer Morhen, zamieszkuje kilku podobnych mu wiedźminów, społecznych wyrzutków, którzy coraz mniej mają do roboty, bo kurczą się dziewicze puszcze, a ludzie przestają się bać dziwadeł, znanych już zazwyczaj tylko z opowiadań.

Jednak Geralt ma nadzieję. Gdzieś po świecie wiatr nosi daną mu przez przeznaczenie pasierbicę - cyntryjską księżniczkę Ciri - którą musi odnaleźć podczas wojennej zawieruchy, wznieconej przez złowrogi Nilfagaard. Pomagają mu wierni przyjaciele - zabawny bard Jaskier oraz podobne Geraltowi relikty przeszłości i społeczne wyrzutki - krasnoludy, elfy, nilfagaardzki rycerz- renegat, nawet wampir. Pomaga mu również czarodziejka Yennefer, kobieta, którą łączy z Geraltem dojrzała i głęboka miłość.

Geralt Sapkowskiego może być współczesnym ideałem. To człowiek na wskroś nowoczesny, odpowiadający tęsknotom dzisiejszego czytelnika. Jest silny, nie poddaje się przeciwnościom losu i zawsze może liczyć na wypróbowanych znajomych oraz Przeznaczenie, które nie pozwala mu lec w jakieś zapomnianej mogile, a wiedzie go przez królewskie pałace i leśne moczary ku coraz to nowym przygodom, czyniąc zeń człowieka, któremu nic, co ludzkie nie jest obce.