Zawarta w temacie myśl wyraża pogląd filozoficzny, pojawiający się w kulturze europejskiej już od czasów starożytności. W słowach Stachury odnajdujemy bowiem optymistyczną filozofię epikurejską, z którą spotkać możemy się w dziełach Horacego.
Starożytny poeta połączył w swej twórczości dwa prądy filozoficzne - stoicyzm i epikureizm. Pierwszy z nich wskazywał człowiekowi jako drogę do cnoty bezwzględną obojętność, zarówno na szczęście, jak i na niepowodzenia. W myśl stoickiej filozofii jednostka oderwana zupełnie od świata materialnego mogła osiągnąć doskonałość duchową, jaką stawiano sobie za cel życia. Z kolei epikureizm proponował proste życie wypełnione drobnymi codziennymi przyjemnościami, takimi jak radość z piękna otaczającej człowieka natury lub nawet z przyziemnych rzeczy, jak smaczny posiłek i napitek. Horacemu udało się dokonać zgrabnej syntezy stoicyzmu i epikureizmu.
Przekonać możemy się o tym na przykład w odzie "Do Leukonoe" (I. 11.). Podmiot liryczny zwraca się w niej zapewne do swojej ukochanej, lecz faktycznie zawarte w utworze rady można potraktować jako ogólne wskazówki dotyczące sposobu na życie. W pierwszych słowach zawarte jest ostrzeżenie, że przyszłe koleje losu są dla każdego nieodgadnione. Podmiot liryczny zachęca do stoickiej postawy i godnego przyjmowania wszystkiego, co przyniesie życie. Nie jest to jednak poza zwątpienia i niewiary w możliwość osiągnięcia szczęścia. Ponieważ przyszłość jest niepewna, należy, według osoby mówiącej w wierszu, cieszyć się każdą chwilą życia. Ten pogląd odpowiada w zupełności zaleceniu Stachury, żeby "śmiać się głośno".
Sformułowana przez Horacego zasada "carpe diem" nie odeszła całkiem w zapomnienie nawet w okresie średniowiecza. Wydawać mogłoby się, że w tej epoce życie sprawiedliwego i godnego człowieka wypełniała albo surowa asceza, albo służba ideałom feudalnym. Takich wzorców dostarcza nam zresztą literatura - za przykłady posłużyć mogą "Legenda o św. Aleksym" oraz "Pieśń o Rolandzie". Jednak nie należy zapominać, że pośród średniowiecznych ruchów religijnych wykształcił się również franciszkanizm, głoszący program wiary radosnej i zjednoczenia z przyrodą. Sentencja Stachury sformułowana jest w językowej formie charakterystycznej dla Biblii lub kazania i w takiej właśnie postaci mogłaby posłużyć również jako motto zakonu Braci Mniejszych utworzonego przez świętego Franciszka z Asyżu. Jego założyciel przekształcił religijną ascezę w pożyteczny dla społeczeństwa sposób samorealizacji jednostki. Nie bezsensowne cierpienie, ale służba bliźnim i optymistyczne, pełne radości spojrzenie na świat stawały się receptą na godne i sprawiedliwe życie.
"Płakać cicho" oznacza szybko radzić sobie ze spadającymi na nas nieszczęściami. O tym, że nie jest to łatwe zadanie, przekonujemy się przy lekturze "Trenów" renesansowego poety polskiego, Jana Kochanowskiego. Kochanowski był prawdziwym humanistą, w swojej filozofii czerpał pełnymi garściami z antycznego horacjanizmu. Los wystawił postawę życiową poety na ciężką próbę, kiedy zmarła jego mała córeczka, Urszula. W "Trenach" Kochanowski zawarł swoje uczucia oraz przemyślenia, do jakich skłoniło go to wydarzenie. Wkrótce po utracie bliskiej osoby przychodzi wielka rozpacz i zwątpienie w dotychczas wyznawane wartości. Płacz ojca nad dzieckiem nie jest wcale cichy, wręcz przeciwnie - porusza do głębi odbiorcę utworu. Jednak podmiotowi lirycznemu w "Trenach" udaje się ostatecznie pokonać nieszczęście i odzyskać duchowy spokój. Źródłem pociechy jest dla niego wiara w Boga i bezwzględną słuszność jego wyroków.
W literaturze nie brakuje także przykładów bohaterów, którzy nie stosowali się do sentencji Stachury. Zdecydowanie najwięcej takich postaci odnajdujemy w romantyzmie. Bohaterowie polskich dzieł tej epoki to silni indywidualiści, samotnicy, jednostki wykonujące ważną misję zazwyczaj dla dobra społeczeństwa, ale bez jego pomocy. Romantyków cechuje bardzo poważny stosunek do życia. Dokładniej przybliżyć można ich sposób postępowania na przykładzie Gustawa i Konrada z "Dziadów" Adama Mickiewicza.
Gustaw to nieszczęśliwie zakochany młody człowiek. Miłość nie jest dla niego źródłem radości, lecz psychicznej udręki. Myśl o ukochanej, która zdradziła go dla bogatszego mężczyzny, nie daje Gustawowi spokoju. Bohater nie umie poradzić sobie z faktem, że spotkało go niepowodzenie. Samotna tułaczka po świecie wpędza go w stan choroby umysłowej. Wreszcie Gustaw stwierdza, że dalsze życie nie ma dla niego sensu, ponieważ przynosi tylko cierpienie. Bohater nie panuje nad swoimi uczuciami i to doprowadza go właśnie do samobójstwa.
W trzeciej części "Dziadów" Gustaw zmartwychwstaje jako Konrad, patriota, bojownik o wolność uciemiężonej przez zaborcę ojczyzny. Całym sercem Konrad czuje nieszczęścia, które dotknęły Polskę. Bezradność sprawia, że bohater głośno daje wyraz swojemu żalowi. W podniosłych słowach zwraca się do samego Boga, zarzucając mu niesprawiedliwość i okrucieństwo. Zamiast przejść do porządku dziennego nad złą bieżącą sytuacją i poszukiwać nowych rozwiązań, Konrad napawa się cierpieniem. Widzi w sobie wyjątkową jednostkę, która pragnie przywrócić wolność całemu narodowi. To, że pomimo zaborów "sady kwitną", a każdy "deszcz ustaje", pozostaje daleko poza zasięgiem wzroku romantycznego bohatera. Dla niego ważne są tylko czyny wielkie i abstrakcyjne wzniosłe wartości. Aktywność Konrada, ograniczająca się do wyzwań rzucanych Stwórcy w ścianach swojej ciasnej celi, o mało co nie kończy się szaleństwem.
Z przeprowadzonych rozważań wynika, jak mi się wydaje, słuszność sformułowanej przez Stachurę, zawartej w temacie, myśli. Inaczej powiedziawszy, szczęście jest ukryte we wszystkich ludziach. Nie każdy potrafi do niego dotrzeć. Potrzeba do tego czasami zmiany nastawienia do życia i zdobycia umiejętności radowania się prostymi rzeczami oraz akceptacji niepowodzeń.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały przeznaczone wyłącznie do użytku osobistego. Publiczne udostępnianie w jakikolwiek sposób bez zgody podmiotu uprawnionego jest zabronione.