Dla inteligenta wychowanego na Żeromskim naturalne było, że poświęciło się coś dla czegoś. Czy taka postawa jest też oczywista dla twojego pokolenia?

Dla mojego pokolenia również naturalne jest, że nie można mieć w życiu wszystkiego. Jest takie stare przysłowie, nie do końca może salonowe, ale dobrze oddaje pewną myśl: "Nie można być z jednym t... na dwóch weselach naraz". Ta prawda obowiązywała inteligencję za czasów Żeromskiego, obowiązuje również i dzisiejsze młode pokolenie.

Jednak myliłby się ten, kto sądzi, że dzisiejsze pokolenie niczym nie różni się od tego, o którym pisał Żeromski. Nic bardziej złudnego. Chociaż dziś również naturalne jest, że zawsze poświęca się coś dla czegoś, zmieniła się współcześnie hierarchia wartości, które młodzi ludzie są w stanie poświęcać. Zmieniły się również czasy, straciły chyba nieco ze swego dramatyzmu, jaki miały, kiedy tworzył Żeromski. Jednak ciężko jest mi stwierdzić, czy najpierw zmieniła się epoka, czy to pierwsi zmienili się ludzie. Jest wszak faktem, że dziś nie doszłoby raczej do takich rozstrzygnięć, jakie podejmowali inteligenci wychowani na Żeromskim.

U Żeromskiego bohater stawał przed trudnym wyborem: poświęcić życie osobiste dla służby społeczeństwu, czy zapomnieć o szczytnych hasłach epoki i zająć się budowaniem własnego szczęścia. Ubogi, wyrosły z proletariatu bohater Żeromskiego nie mógł kroczyć tymi obiema drogami naraz. Musiał z jednej zrezygnować, aby móc wybrać drugą. Był to dla niego wybór doprawdy dramatyczny. Każdy przecież chciałby spędzić miłe i szczęśliwe życie. Bohater Żeromskiego również.

Jednak inteligent Żeromskiego, był właściwie z góry skazany na porażkę. Jeśli dobrze wczujemy się w jego położenie, dojdziemy do wniosku, że on nie mógł być szczęśliwy, czegokolwiek by nie poświęcił. Gdy zdecydował się służyć, jak Judym, tym, spośród których wyrósł i których nędzę znał na wskroś, przekreślał tym samym swoje szanse na udane życie osobiste. Pieniądze szczęścia nie dają, ale bez ich minimalnej choćby ilości szczęścia osiągnąć się nie da. To prawda stara jak świat. Inteligent Żeromskiego wybierając służbę, składał na jej ołtarzu siebie samego, a czasem nawet drugą osobę, jak to było w przypadku Judyma, który poświęcił również szczęście swej ukochanej - Joasi.

Jednak, jeśli hipotetycznie założymy, że zdecydowałby się poświęcić hasła epoki, zapomnieć o chłopskiej i robotniczej nędzy, odwracać wzrok, ilekroć spotka na ulicy nędzarza i żyć dla siebie, również nie byłby szczęśliwy. Miałby pieniądze, dom, kochającą żonę, ale nie miałby wewnętrznego spokoju. Inteligent wychowany na Żeromskim był człowiekiem nazbyt wrażliwym, aby móc w sobie stłumić mocno zakorzenioną powinność względem społeczeństwa. Zbliża się w ten sposób do bohatera romantycznego, cokolwiek bowiem nie poświęci i tak nie zyska dobra, które będzie go zadowalało. Bo zawsze w jego pamięci tkwić będzie jak bolesna drzazga obraz tej wielkiej wartości, którą musiał poświęcić. Inteligent karmiony Żeromskim jest jak osiołek, któremu dano w żłoby: w jeden owies, w drugi siano. Czego nie skosztuje, zawsze śmiertelnie żal mu będzie drugiej potrawy. Osiołek z bajki Fredry, nie mogąc podjąć decyzji, umiera z głodu pośród jadła. Inteligent Żeromskiego wprawdzie podejmuje decyzję, ale pamięć o jej dramatyzmie tak zatruwa mu życie, że kto wie, czy stan ten nie jest gorszy od śmierci.

Dzisiejsze pokolenie nie ma takiego problemu. Jeśli dokonuje się wyboru, to nie wraca się do niego pamięcią, a dąży do wytkniętego tym wyborem celu. Natomiast dzisiaj wyborów dokonuje się rozważnie. Współczesny człowiek kieruje się głównie własnym dobrem, a nie poczuciem społecznego obowiązku. Słuszne jest bowiem zajmowanie się uszczęśliwianiem społeczności dopiero wówczas, kiedy samemu jest się szczęśliwym. Zawsze wówczas wtedy mamy gwarancję, że nawet jeśli misja zadowolenia wszystkich się nie powiedzie, to choć sami już jesteśmy szczęśliwi i tego raczej nikt nam nie odbierze. Gdy zaś człowiek zabiera się za zbawienia ludzkości i depcze przy tym własne szczęście, łatwo może się okazać gdzieś u rzekomej mety, że ani jego bliźni, ani on sam nie jest szczęśliwy. I wtedy mamy do czynienia z porażką na całej linii. O takim możliwym rozwoju wypadków zdawał się nie wiedzieć inteligent wychowany na Żeromskim.

Dziś w społeczeństwie nie zauważa się tak silnego obowiązku poświęcania się dla społeczności, z której się człowiek wywodzi. Dzisiaj każdy dba o swoje interesy i nie uważa wcale, że jest to hańbiące czy niemoralne. Nie ciąży nad nami widmo obcej przemocy, nie ma takich mas biedoty jak za czasów Żeromskiego. Ponadto dzisiaj w Polsce ludzie spragnieni są wolności, samodecydowania o swoim losie. Bardzo długo w naszym kraju Judym nie stanąłby przed swym wielkim problemem. Tak czy siak wylądowałby w uspołecznionej służbie zdrowia. Problem miałby wówczas, gdyby chciał coś tworzyć na własną rękę. W dzisiejszej Polsce ludzie cieszą się jak dzieci tym, że mogą robić coś sami, dla siebie, nie oglądając się na innych. Prawda, że jest to egoistyczne, że poświęca się dobro ogółu dla dobra jednostki. Tyle, że dobra ogółu nikt jeszcze nie zmierzył, a dobro jednostki zawsze da się przeliczyć na brzęczącą monetę. Dlatego łatwiej poświęca się enigmatyczne dobro społeczne, niż własny dobrobyt.

Nie wydaje mi się zresztą, aby powszechna dążność jednostek do własnej pomyślności i zadowolenia była naganna i należy załamywać ręce nad tym, że dziś nikt nie wybiera judymowej drogi życia. Skąd się bierze dobrobyt społeczeństwa? Z dobrobytu jednostek. Cóż zdziałał Judym poświęceniem swego całego życia? Niewiele. Wydaje mi się, że lepsze jest społecznie hasło: bogaćcie się! niż: poświęcajcie się. Choćby z tego tylko powodu, że bogatym, kiedy przyjdzie co do czego, więcej będzie można zabrać. Zaś poświęcającym się można będzie zabrać tylko życie, a tym nikt się nie naje.

Współczesne pokolenie wybiera bez większego zastanowienia siebie i swoje życie. Bowiem człowiek ma przyrodzone prawo do szczęścia. Żadna jednostka, choćby nie wiem w jakich czasach się urodziła, nie może obwiniać się za istniejącą sytuację społeczną, ani czuć się odpowiedzialną za jej zmianę. Życie człowiek ma tylko jedno i to zbyt krótkie, żeby nim dowolnie szafować, jak to czynił inteligent wychowany na Żeromskim.

Dziś zmieniła się hierarchia wartości - najpierw jednostka, potem ogół. Może to mało romantyczne i nieliterackie, ale zdrowsze niż postępowanie inteligenta wzrosłego na żeromszczyźnie. Lecz, o dziwo, większy może być społeczny pożytek z takiej jednostki, która już zbierze dostateczne bogactwo, by odczuwać chęć podzielenia się nim z innymi, niż z Judyma, który mógł się podzielić tylko pracą swoich rąk i biedą.

Mając to na uwadze, moje pokolenie ma łatwiejszy wybór. Czy będzie to wybór słuszny, pokaże czas, tak samo jak pokazał, że wybór inteligenta wychowanego na Żeromskim nie należał do najszczęśliwszych.