Na co dzień posługujemy się słowami, nie zastanawiając się wnikliwie nad ich znaczeniem. Słowa proste, polskie każdy jakoś rozumie i nieistotne jest w codziennym życiu czy mówiąc autobus mamy na myśli volvo, berlieta, ikarusa czy też wysłużony autosan. Jednak są pewne pojęcia które wymagają precyzji przy ich używaniu. Niezachowanie tej ścisłości doprowadza do nieporozumień, czyli braku kontaktu między komunikującymi się stronami.
Do takich niebezpiecznych słów należy pojęcie "rzeczywistość". Czymże ona jest? Czy tym, co udaje się nam rejestrować zmysłami? Jeśli takie przyjmiemy założenie, nie będziemy mieli dwóch takich samych rzeczywistości, nawet jeśli dany fragment świata oglądać będą ludzie idący ramię w ramię obok siebie. Każdy przecież świat postrzega inaczej - inna jest rzeczywistość daltonisty, inna głuchego, a jeszcze inna ślepca. Może więc mamy jedną rzeczywistość, taką, którą można zmierzyć odpowiednimi przyrządami - metrem, termometrem, wilgotnościomierzem, licznikiem Geigera i czym tam jeszcze... Ale nawet jeśli jest jedna, to co to znaczy deformacja rzeczywistości? Przecież rzeczywistość to coś, co w danej chwili istnieje. Jeśli to zmienimy (a zmienia się to nieustannie, co zauważył już Heraklit z Efezu), to mieć będziemy inną rzeczywistość. Czy ona będzie zniekształcona? Jeśli patrzymy z obiektywnego punktu widzenia, to o możliwości zniekształcenia mowy być nie może. Jeśli rzeczywistość rozpatrujemy w kategorii ludzkiej jednostki, wówczas może się tej jednostce dana rzeczywistość jawić jako zniekształcona, względem pewnego modelu, jaki ten człowiek ma w swojej wyobraźni. I wracamy w tym miejscu do punktu wyjścia naszych rozważań, do pytania o liczbę rzeczywistości.
Na potrzeby niniejszej pracy przyjmijmy więc, iż rzeczywistość jest tym, co człowiek za pomocą swych zmysłów odbiera. Jednakże nie będziemy mówić o jej deformacji, bo to nas może wepchnąć w rozważania o tym jaka rzeczywistość jest, a jaka powinna być (i to jeszcze z czyjego punktu widzenia tę powinność rozpatrywać?). Ograniczmy się do rozpoznania rzeczywistości przyjaznej dla człowieka, takiej w której się czuje dobrze i rzeczywistości nieprzyjaznej, czyli takiej, w której człowiek dobrego samopoczucia nie ma.
Z powyższego punktu widzenia "Ferdydurke" jest powieścią o rzeczywistościach człowiekowi nieprzychylnych. Główny bohater, trzydziestoletni Józio, wszędzie czuje się niepewnie i niekomfortowo. Dwie są przyczyny, które taki stan rzeczy powodują. Po pierwsze, Józio, mimo swego wieku, jest wciąż niedorosły. Po drugie, ludzie czynią sobie nawzajem rzeczywistość nieznośną, próbując podporządkować sobie innych.
Niedojrzałość Józia wyraża się w słabości jego charakteru i braku życiowych celów. Łatwo daje się on zdominować innym bohaterom, jego własne "ja" jest bardzo słabe. Właściwie nie posiada on w ogóle ego. Ma świadomość swoich trzydziestu lat i odczuwa potrzebę skierowania swego życia na jakieś konkretne, jasno wytyczone tory. Jakie jednak? Tego nie wie.
Nie dziwota więc, że każdy, kto tego zechce, Józia sobie podporządkuje. Nie będzie mu to oczywiście odpowiadać, gdyż nikomu chyba nie odpowiada życie cudzym światopoglądem, zwłaszcza jeśli jest on nazbyt radykalny. Józio męczy się, będąc kolejno przez różne osoby i różne środowiska upupianym, bądź mając przyprawiane coraz to inne gęby.
Proces upupienia Józia rozpoczyna nader skutecznie profesor Pimko. Zabiera trzydziestoletniego Józia do szkoły i czyni z niego na siłę niewinnego, nadmiernie zdziecinniałego kilkunastoletniego chłopca. Wobec autorytetu i niezłomnej woli Pimki słabe protesty Józia nie mają żadnego znaczenia. Zostaje on totalnie upupiony, czyli siłą wtłoczony w dziecinność. Nie tylko jemu jednemu taka krzywda się dzieje. W szkole w ten sposób traktowani są wszyscy uczniowie. Z założenia są oni niewinni i dziecinni. Mówiąc krótko językiem Gombrowicza - szkoła to jedna wielka pupa. Na każdym kroku jest to podkreślane. Profesor Pimko wmawia uczniom, że są niewinni, przejawy ich buntu traktuje jako grzeczne, dziecięce zabawy. W procesie upupiania uczestniczą matki chłopców z troską przyglądające się swoim pociechom zza ogrodzenia szkolnego boiska. Jest to rzeczywistość wysoce nieprzyjazna człowiekowi. Gombrowicz nader celnie krytykuje środowisko szkolne, które cechuje konserwatyzm, sztampa i miernota. Szkoła nie rozwija młodzieży, a krępuje ją. Nadaje wszystkim jednakowe zunifikowane sylwetki niewinnych chłopiąt, których największą pasją powinna być scholastyczna wiedza wykładana w skrajnie nudzący sposób.
Sami uczniowie dzielą się na dwa obozy. Żadne jednak z ugrupowań nie ma swego światopoglądu. Jest on wynikiem przebywania w szkolnej rzeczywistości. Część uczniów przyjmuje stanowisko władz szkolnych i uznaje siebie za niewinne i czyste moralnie Chłopięta. Pozostali buntują się przeciw narzuconej im roli, przyjmując z przymusu antagonistyczną postawę Prawdziwych Chłopaków, którzy niewinnymi nie są - klną i rozmawiają o kobietach. Taki podział nieuchronnie prowadzi do konfliktu. Kończy się on wielką bijatyką, z której oczywiście nikt zwycięsko nie wyjdzie, bowiem walczące strony to tylko dwa bieguny tego samego zjawiska - szkolnego upupienia. Prawdziwe Chłopaki i Chłopięta, stając przeciw sobie, sankcjonują narzucone im przez szkołę role.
Nim jednak dochodzi do otwartej konfrontacji uczniowskich ugrupowań, ma miejsce demaskacja mitu romantycznego wieszcza. Dzieje się to na lekcji języka polskiego. Nauczyciel wbija uczniom do głów tezę, iż Słowacki wielkim poetą był, że nas zachwyca i że za to właśnie go kochamy. Rozumowanie belfra upada jednakże gdy uczeń Gałkiewicz przy milczącym poparciu klasy twierdzi, że Słowacki nikogo już nie zachwyca, a jeśli ktokolwiek o czyta, to tylko uczniowie, gdyż tak im w szkole każą. Nauczyciel jest wyraźnie zbity z tropu. Jedynymi jego argumentami, którymi stara się Gałkiewicza przekonać to uporczywe twierdzenia, iż Słowacki zaiste był wielkim poetą i że naprawdę nas zachwyca. Gałkiewicz z dramatycznym uporem podtrzymuje, że wcale a wcale nie zachwyca go poezja Słowackiego. Nauczyciel apeluje nawet do sumienia Gałkiewicza. Pokazuje mu fotografie żony i dziecka, których egzystencja staje się zagrożona przez to, iż Gałkiewicz podważa sens istnienia szkoły i nauczania. Wszystko to na nic. Dopiero patetyczna recytacja Syfona ustępów ze Słowackiego ratuje sytuację. Zrezygnowany acz nie przekonany Gałkiewicz mówi, iż już rozumie, już pojmuje swój błąd i już go Słowacki zachwyca. Gombrowicz świetnie oddaje tu staroświecki mechanizm nauczania bez zrozumienia, bez dyskusji, polegający na bezmyślnym przyswajaniu przez uczniów informacji, które oni przyjmują jako obce sądy, a nie własne, wynikające z ich doświadczeń i przemyśleń.
Następny etap upupiania Józia zorganizowany przez profesora Pimkę ma miejsce na stancji u inżynierostwa Młodziaków. Pimko z rozmysłem umieszcza Józia u Młodziaków, mając nadzieję, że Józio rozkocha się w ich córce i bez reszty pogrąży się w młodości i chłopięctwie. Rzeczywiście, Józio dostaje się pod silny wpływ urody i osobowości Zuty. Jest to osobowość szczególna, wynikająca ze stosunków panujących w domu Młodziaków. Pani Młodziakowa jest gorącą zwolenniczką postępu. Rozprawia głośno o rewolucji obyczajowej, młodości, sporcie, fizycznej tężyźnie, należy do licznych postępowych organizacji i komitetów. W duchu postępu chowa też swą córkę. Tradycyjne rodzinne stosunki zastąpione są układami partnerskimi, Zuta może robić na co ma ochotę, matka nakłania ją nawet do urodzenia nieślubnego dziecka, gdyż to jest uważane za szczyt postępu i wyzwolenia.
Jednakże postępowość i nowoczesność Młodziaków okazuje się tylko mitem, wytworem mody i pustym frazesem. Bowiem gdy matka znajduje nocą w sypialni córki podstępnie zaproszonych tam przez Józia dwóch mężczyzn - kolegę Zuty, Kopyrdę i samego profesora Pimkę, cała jej nowoczesność w mig z niej ulatuje. Rodzice Zuty są tą sytuacją oburzeni, jak byliby nią oburzeni wszyscy rodzice na świecie, którzy zastają w sypialni swej nieletniej córki dwóch jej kochanków, z których jeden swobodnie mógłby być jej ojcem. Postępowość Młodziaków to nic innego jak gęba, czyli poza jaką przybrali, gdyż taka właśnie postawa była aktualnie modna i akceptowana przez społeczeństwo.
Ostatnim miejscem do którego trafia Józio, gdzie także próbują go upupić jest dworek jego ciotki. Tu w krzywym zwierciadle ukazane są stosunki, jakie wytwarza wokół siebie szlachta. Ziemiaństwo przyjmuje gębę panów życia i myśli swych poddanych. Służba jest po to, aby czynić życie Jaśnie Państwa wygodnym, a Jaśnie Państwo są stworzeni do konserwatywnego, próżniaczego, lecz bardzo nudnego życia. Zajęcia ziemiaństwa sprowadzają się do spożywania posiłków oraz rozmawiania na temat własnych chorób i rodzinnych ploteczek. Sztywno przestrzegana jest jednak stanowa granica między ludem a państwem. Ta rzeczywistość także nie jest dla Józia miła. Cechuje ją wielka sztywność i umowność zarazem. Nadto tchnie z niej skansenem. Społeczne stosunki w posiadłości ciotki wzięte są żywcem z głębokiego, średniowiecznego feudalizmu. Zaburza je swoją obecnością Miętus, szkolny kolega Józia. Bratając się z parobkiem Walkiem nakazuje się uderzyć w twarz. Przełamuje w ten sposób klasowe konwenanse, stwarza niebezpieczny precedens i zaciera tak wyraźną dotąd granicę między służbą a państwem. Ta granica to kolejny mit, który pada za jednym uderzeniem w policzek. Rozochocona służba buntuje się przeciw państwu, chłopi przypuszczają szturm na dworek, Józio z Miętusem salwują się ucieczką.
"Ferdydurke" to powieść nie tyle o deformacji rzeczywistości, co o tym jak ludzie czynią sobie wzajemnie tę rzeczywistość nieznośną. Wytwarzanie konwenansów, bezkrytyczne folgowanie modom, uleganie przesądom, wszystko to powoduje, iż ludzie przestają być naturalni. Przyjmują różne narzucone im przez środowisko pozy, dają sobie przyprawiać coraz to nowe gęby, z których żadna nie jest ich własną. Szczególnie boleśnie odczuwa to człowiek, który nie utożsamia się z żadnym środowiskiem, który dopiero szuka własnego "ja". Taka osoba bez ustalonej gęby najsilniej narażona jest na jej przyprawienie, bądź na upupienie, czyli wpędzenie w dzieciństwo, gdzie jeszcze gęby, z racji na swą niewinność, mieć nie trzeba.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały przeznaczone wyłącznie do użytku osobistego. Publiczne udostępnianie w jakikolwiek sposób bez zgody podmiotu uprawnionego jest zabronione.