Śmiech, groteska, absurd, czyli wiek XX. Na podstawie "Ferdydurke", "Sklepów cynamonowych" i "Szewców"

Rzeczywiście, po lekturze wyżej wymienionych pozycji wiek XX można scharakteryzować krótko - śmiech, groteska i absurd. Tak przedstawiali go niektórzy autorzy. Trzeba jednak zauważyć, że śmiech ten nie był radosny, groteska nie bawiła, a absurd, o którym tu mowa, przerażał.

W konwencji śmiechu z dwudziestowiecznych realiów utrzymana jest powieść Witolda Gombrowicza "Ferdydurke". Wiele jej scen nasyconych jest zabarwieniem komicznym. Perypetie narratora, trzydziestoletniego Józia, z którego inni bohaterowie starają się na siłę uczynić niesfornego, kilkunastoletniego chłopca w wielu miejscach są bardzo zabawne. Komizm w powieści używany jest niemalże wszędzie. Gombrowicz stosuje go w opisach postaci, sytuacji czy przede wszystkim w dialogach i słownictwie.

W sposób śmieszny opisane są środowiska, które stanowią tło dla akcji powieści. Szkoła wypełniona jest przerośniętym nastolatkami, którym nauczyciele ładują do głowy masę niepotrzebnych, sprowadzających się do pustych frazesów informacji. Zabawny jest sposób, w jaki szacowni pedagodzy tratują dorosłych uczniów. Nauczyciele przekonani są dziecięcej niewinności swych podopiecznych, traktują ich patriarchalnie i z pobłażaniem, tak jak traktuje się dzieci w przedszkolu. Dobrym tego obrazem jest komentarz profesora Pimki do awantury wybuchłej między uczniami na szkolnym boisku. Pimko nie zauważa napięcia. Dla niego chłopcy bardzo ładnie bawią się piłeczką. Ostry konflikt Pimko uśmierza słowami "O, jak ładnie jeden drugiemu podrzuca piłeczkę!"

Szkoła, prócz tego że jest miejscem, które wtórnie zdziecinnia uczniów, tłoczy w ich głowy wątpliwą wiedzę. Arcyśmieszna jest scena, w której nauczyciel polskiego usilnie przekonuje wychowanków, iż "Słowacki wielkim poetą był". Dlaczego? Gdyż nas zachwyca. I musi nas zachwycać, bo wielkim poetą był. Innego stosunku do dzieł Słowackiego nauczyciel nie dopuszcza do swej świadomości.

Równie komicznie jak szkoła ukazany jest nowoczesny dom Młodziaków. Panująca w nim swoboda obyczajów, partnerskie stosunki między Zutą a jej rodzicami są tylko wyrazem mody. Z głoszonymi przy każdej okazji liberalnymi i postępowymi hasłami przez panią Młodziakową nie licuje jej postępowanie. Za fasadą postępu i nowoczesności skrywa się jej drobnomieszczańska moralność. Zastawszy w sypialni Zuty profesora Pimkę i ucznia Kopyrdę, rodzice dają wyraz swemu głębokiemu oburzeniu. Ta sytuacja przerasta już granice ich "nowoczesności" i obyczajowej swobody.

W krzywym lustrze pokazana jest także szlachta w środowisko której trafia Józio po ucieczce z domu Młodziaków. Państwo wciąż rozmawiają o swych chorobach, wręcz licytują się swymi dolegliwościami. Są oni sztywni i nadęci i tradycjonalizm razi daleko posuniętym społecznym konserwatyzmem. Szlachta traktuje służbę jak swą własność. Wuj celowo upuszcza papierośnicę, aby kamerdyner mu ją w uniżonym i służalczym geście podał.

Wszystko to może wydawać się na pierwszy rzut oka śmieszne. Jednakże po głębszym zastanowieniu, czytelnik dochodzi do wniosku, że śmiać się tu raczej nie ma z czego. Tak przecież wygląda nasza rzeczywistość. W takim właśnie świecie żyjemy. Po takiej refleksji miejsca i ludzie wykpione w powieści budzą nie śmiech, acz grozę. Zdarza się przecież i dziś często, że ktoś nam wmawia swe poglądy, uważając je za jedynie słuszne, iż ktoś wbrew naszej woli przyprawia nam gombrowiczowską gębę.

Do groteski, jako literackiego tworzywa, sięga Witkacy w "Szewcach". W groteskowy sposób opisuje on w nich współczesną cywilizację i kierunki, w jakich się ona rozwija. Współczesny świat niesie wiele zagrożeń dla ludzi. Jego ewolucja, wedle Witkacego postępuje w niepożądanym kierunku. Następujące po sobie polityczne ustroje niosą coraz więcej zła i żyje się w nich ludziom coraz to gorzej. W kapitalizmie lud wyzyskiwany był przez burżuazję. Totalitaryzm zagraża ludzkiej wolności, pozbawia ludzi i przyrodzonych praw. Ludowa rewolucja jest krwawa i nietrwała. Na dobrą sprawę odwraca tylko role. Uprzywilejowana dawniej burżuazja zostaje swych przywilejów pozbawiona, a upośledzony ekonomicznie lud zyskuje władzę. Rozwój techniki zaś zagraża dotychczasowemu społeczeństwu we wszystkich jego formach ustrojowych. Postęp techniki, według Witkacego, zepchnie człowieka do roli trybiku w niszczącej wszelką indywidualność machinie stechnicyzowanego społeczeństwa.

Treść taką ubiera Witkacy w strój groteski. Jego świat nie jest realny. Zaskakują gwałtowne zwroty akcji, dalekie od prawdopodobieństwa przemiany postaci. Uderza także ich język, daleki od tego, jakim posługujemy się na co dzień. W zwierciadle groteski ukazane są postaci i ich czyny. Księżna zachowuje się jak kolorowa papuga (z końcem dramatu nakrywana jest nawet klatką dla ptaków), prokurator Scurvy w pewnym momencie otrzymuje rolę psa łańcuchowego. Mistrz szewski Sajetan Tempe w podczas trwania akcji zostaje dwukrotnie zabity. Raz przez swych czeladników, raz przez Hiper-Robociarza. Mimo tego nie umiera, wciąż wygłasza filozoficzne tyrady, których raczej nie należałoby się spodziewać z ust zwykłego szewca. Cały świat dramatu przesiąknięty jest duchem groteski.

Groteskowość "Szewców" nie jest jednak zabawna. Zatrważa perspektywa rozwoju cywilizacji, jaką w swym dramacie przedstawił Witkacy. Świat staje się coraz gorszy, nabiera wciąż więcej znamion makabrycznej groteski, a nam w tym świecie przyszło żyć. Dalej jeszcze niż dwaj poprzedni autorzy posuwa się Bruno Schulz w swych "Sklepach cynamonowych". Opisany przez niego świat nie jest ani śmieszny, ani groteskowy. Jest on po prostu absurdalny. Obraz świata jaki daje Schulz jest dziwaczny, niczym wyjęty z jakiejś fantasmagorii. Nie jest to świat dobry i piękny. On raczej przeraża. Opisy roślin wijących się po jednym z pokojów narratora, przelatujące ptaki, ojciec zmieniający się nocą w karalucha, wszystko to rodzi mieszane uczucia z granicy przestrachu i obrzydzenia.

Poetyka "Sklepów cynamonowych" jest bardzo mroczna. Czytając opowiadania Schulza siłą rzeczy człowiek zastanawia się skąd wzięły się w głowie autora takie obrazy. Są one niejasne, czasem wręcz wydaje się że wynikają z jakichś fobii, czy psychicznych zaburzeń. "Sklepy cynamonowe" przez swą dziwaczną niesamowitość i intymność narracji nie oddziałują tak silnie na odbiorcę jak "Ferdydurke" czy "Szewcy". Trudno bowiem iść za tokiem myślenia Schulza. Nie sposób jednoznacznie zinterpretować bogactwa znaczeń obrazów, jakie Schulz w swych opowiadaniach wprowadza. Niemniej, gdy uzmysłowi się sobie, że taka absurdalna wizja świata zrodziła się w głowie pisarza pod wpływem obserwacji dwudziestowiecznej rzeczywistości, odczuwa się wewnętrzny niepokój. Nie jest przecież miło żyć w świecie, który u niektórych ludzi wywołuje tego rodzaju niesamowite i przerażające wizje.