Odwołując się do wybranych utworów ustosunkuj się do następujących opinii: streszczenie utworu wystarczy żeby go poznać, tego, co zawiera utwór, nie może przekazać żadne streszczenie, żaden cytat

Mimo iż wydaje się, że te opinie wzajemnie się wykluczają, w każdej z nich tkwi pewna racja. Ich sprzeczność jest tylko pozorna. Jeśli rozpatruje je się na jednaj płaszczyźnie, wówczas tylko jedna z nich może być słuszna. Jeżeli jednak przyjrzeć im się bliżej i spróbować zrozumieć, skąd biorą się tak różne poglądy na jeden problem, zauważa się, że każda z przytoczonych opinii dotyczy w gruncie rzeczy czego innego.

Wedle mnie, prawdą jest teza, iż streszczenie wystarcza żeby poznać utwór. Uważam, że prawdą jest także to, iż żadne streszczenie ani najcelniejszy cytat, nie są w stanie przekazać tego, co zawiera utwór. Pozorny paradoks. Zaraz go jednak wyjaśnię.

Cóż kryje się pod pojęciem "poznać utwór"? Poznanie utworu, to nic innego jak zaznajomienie się z jego treścią i problematyką. Do tego dobre streszczenie w zupełności wystarcza. Nietrudno jest oddać treść utworu lub zwięźle wypunktować jego akcję. Nie trzeba do tego literackiego talentu. W zupełności wystarcza tu redakcyjna rzetelność i umiejętność uchwycenia najistotniejszych wydarzeń fabuły utworu. Problematykę utworu w najogólniejszych zrębach także nietrudno zarysować. Zwłaszcza, że chodzi tu zazwyczaj o dzieła figurujące w kanonach szkolnych lektur od dziesięcioleci. Są one przez pokolenia krytyków i literaturoznawców już tak gruntownie "przerobione" i przeanalizowane, że pewnie nieraz sami autorzy ze zdziwieniem zaznajomiliby się z wynikami tych uczonych badań. Nie będzie więc dla nikogo problemem wydobyć z tego naukowego dorobku krytyki poglądy powszechnie uznane i podstawowe dla problematyki danego utworu. Tak sporządzone streszczenie w zupełności wystarcza, ażeby utwór poznać. Jeśli ma się odrobinę szczęścia, być może nawet nauczyciel polskiego nie spostrzeże się, że tekstu dzieła nie mieliśmy w rękach.

Weźmy sobie dla zilustrowania powyższego poglądu do ręki streszczenia wielkich romantycznych dramatów. Analiza III części "Dziadów" ułożona jest wedle następujących punktów: 1. informacje wstępne o utworze. 2. treść utworu. 3. przemiana Gustawa w Konrada. 4. prometeizm w "Wielkiej improwizacji". 5. pokora w widzeniu księdza Piotra. 6. obraz społeczeństwa w III części "Dziadów". "Kordian" poddany został dla odmiany takiej obróbce: 1. ogólne informacje o utworze. 2. kompozycja dramatu romantycznego. 3. ocena przywódców powstania listopadowego w "Przygotowaniu". 4. główny bohater. 5. rola Szatana w dziejach ludzkości. 6. ocena idei wolności. 7. krytyka mickiewiczowskiej koncepcji wieszcza. Czyż nie wystarcza to, żeby poznać te utwory? W zupełności. Kilkanaście minut czytania i już mamy pewien pogląd w sprawie, a oszczędzamy sobie godziny ślęczenia nad mętnymi wizjami, co do których znaczenia do dziś nie ma zgody. Cóż bowiem oznacza słynne "czterdzieści i cztery"? Tego nie powie żadne streszczenie, nie da jednak też odpowiedzi najbardziej nawet uważna lektura utworu. Po przeczytaniu trzeszczenia wiemy, co poeta miał na myśli mówiąc określone rzeczy, czujemy się zachwyceni Słowackim i bez problemu odpowiemy na podchwytliwe pytanie: "dlaczego Słowacki wielkim poetą był?". Szkolnemu obowiązkowi stało zadość.

Jednak póki nowa konstytucja nie zostanie przyjęta i nie wejdzie w życie nikt nie ma obowiązku czytać "Dziadów" czy "Kordiana". Do średniej szkoły idzie się z własnej woli i dla własnego dobra. Czytanie lektur też nie powinno być obowiązkiem, a przyjemnością dla ucznia. I niektóre lektury na szczęście czyta się z dużą satysfakcją. Szkoda że jest ich niewiele. Być może moje dzieci w wyniku epokowych reform będą chodziły do szkoły, która bliższa będzie współczesności niż powstaniu listopadowemu. Póki co, rzeczywistość szkolnych lektur ma się w przeważającej większości nijak do świata, w którym żyjemy, ale nawet to nie przeszkadza prawdziwości twierdzenia, że w istocie żadne streszczenie nie jest w stanie oddać tego, co zawiera utwór.

Utwór to przecież nie tylko wydarzenia fabuły czy chmurna problematyka. Istota utworu i jego piękna leży w materii, z której został on stworzony. O wartości dzieła decyduje osobowość jego twórcy, język którym się on posługiwał, niepowtarzalny klimat, jaki w swym utworze wytworzył. Książki czyta się po to, aby zanurzyć się w ich świecie, a nie po to, żeby roztrząsać, co autor miał na myśli pisząc A lub B. Analiza utworu to zabijanie ducha literą. Kontakt z dziełem literackim daje radość tylko wtedy, gdy poddamy się magii słowa, kiedy pozwolimy treści utworu przenikać do naszej duszy przez skórę, przez oddech i przez intuicję. Zaangażowanie analitycznego rozumu, podejście do dzieła ze szkiełkiem i okiem , spowoduje, że nie będzie czytelnikowi dane odczuć prawdziwego smaku dzieła. Ciężko jest czytać szkolną lekturę poddając się jej bez reszty. Wciąż ma się bowiem świadomość, że trzeba będzie zdać raport ze szczegółowej znajomości dzieła i jego problematyki. Nadto nie można sobie pozwolić na zaniechanie czytania obowiązkowej lektury, gdy ona nas nudzi. Wtedy zaczyna się męczarnia i wówczas lepiej sięgnąć po streszczenie.

Nigdy jednak streszczenie nie odda tego, co w utworze najważniejsze - nie odda jego ducha, decydującego o wartości dzieła. Nie odda tego także żaden cytat. Zdanie wyrwane z szerokiego kontekstu utworu traci swą wartość. Staje się często płytkie, pozbawione właściwego sobie w utworze znaczenia. Dzieło literackie to rzecz niepodzielna. Nie można wyjmować z niego części bez ryzyka zniszczenia oddzielonych fragmentów. Utwór żyje własnym życiem niczym organizm, gdy wyrwiemy z niego cytat, obumiera on jak odłączona od żywego stworzenia tkanka.

Artysta literat działa jak Bóg. Artysta tworzy. W akcie stworzenia jest on niepowtarzalny. Sam również nie stworzy drugi raz tego samego dzieła. Dlatego jasne jest też, że tego, co zawiera dzieło nie odda żadne, choćby napisane przez samego autora, streszczenie. Najlepszy opis nie odda klimatu III części "Dziadów". Aby poczuć ich specyfikę trzeba je po prostu przeczytać. Najwnikliwsza, wielostronna analiza nie zastąpi ducha "Kordiana". Najlepiej odczuje się intencje autora, gdy się jego dramat osobiście pozna.

Niekiedy streszczenie może okazać się szkodliwe. Ono czytelnika uprzedza, wyrabia w nim pewien pogląd, który ciężko potem zmienić. Nie jest więc najlepszą metodą czytanie streszczeń przed zapoznaniem się z utworem. Wypacza to bowiem odbiór dzieła. Z drugiej strony niemożliwe jest, aby do największych dzieł podchodzić zupełnie obiektywnie. Każdy Polak nim sięgnie do "Dziadów" czy do "Pana Tadeusza" ma pewne pojęcie, o czym te utwory traktują. Niemniej jednak nie jest wskazane czytanie uprzednio streszczenia, a następnie sprawdzanie czy autor dzieła dobrze swym utworem wypełnia ramy wyznaczone przez streszczenie. Jest to zwłaszcza niebezpieczne przy streszczeniach o niskim poziomie. Ciężko bowiem zmienić w sobie zafałszowany przez niekompletne streszczenie obraz dzieła.

Nie sposób jednak jednoznacznie podsumować powyższych rozważań. Nie można potępić streszczeń, nie można nakazać czytania wszystkich lektur. Streszczenie jak antybiotyk - szkodliwe, acz potrzebne i niekiedy oddaje znaczne usługi. Kanon lektur - to nie dziesięć przykazań - nie ma monopolu na nieomylność. To, co w tym kanonie dobre było dwadzieścia lat temu, dziś może być przeżytkiem. Zresztą de gustibus non disputandum, jak mawiali starożytni Rzymianie...