Dlaczego chciałbym być panem Kubusia Fatalisty?

Chciałbym być panem Kubusia Fatalisty. Dlaczego? Składa się na to szereg przyczyn. Część z nich jest bardzo prozaiczna, inna zaś są bardziej wzniosłe i głębokie. Uważam wszak, iż wszystkie powody mojej chęci zmiany skóry są jednakowo ważne i godne ujrzenia światła dziennego.

Zawsze pragnąłem być kimś ważnym. Gdybym nagle stał się panem Kubusia moim marzeniom uczyniono by zadość: stałbym się szlachcicem. Co więcej, byłbym szlachcicem dość zamożnym. Pan Kubusia nie uskarżał się przecież podczas wędrówki na brak gotówki. Ponadto, oprócz pieniędzy, posiadałbym coś o wiele bardziej cennego - przyjaźń wiernego i wypróbowanego człowieka.

Kolejnym moim marzeniem jest przeniesienie się w czasie. Rola kubusiowego pana odpowiadałaby znakomicie. Wydaje mi się, że świat w tamtych czasach był piękniejszy. Zamieszkiwało go mniej ludzi, był bardziej dziewiczy, tajemniczy i niepoznany. Technika i cywilizacja stały na niższym szczeblu rozwoju i chyba łatwiej było w owym świecie odnaleźć człowieka niż w dzisiejszym komputerowo-telewizyjno-automatycznym krajobrazie. Być może większą uwagę zwracało się na ludzi, których spotykało się rzadziej, a nie tak jak dziś - na każdym kroku bezosobowy, mrówczy tłum, w którym ginie każda, nawet najznakomitsza i oryginalna osobowość.

Wreszcie trzeci z tych wspomnianych, prozaicznych powodów: tęsknię do takiego stylu życia, jaki prowadzili Kubuś Fatalista i jego pan. Specyficzny charakter tego żywota najlepiej oddaje fragment z początku powieści: "Skąd przybywali? Z najbliższego miejsca. Dokąd dążyli? Alboż to kto wie, dokąd dąży?" Mnie, człowiekowi ciężko zapracowanemu, taki tryb życia pasowałby, jak ulał. Ot, jechać sobie przed siebie, nie wiadomo skąd, dokąd i po co. Ani się spieszyć, ani zwlekać. Po prostu żyć i korzystać z życia.

Twierdzę jednak, że najważniejszym powodem, dla którego podjąłbym decyzję o zostaniu panem Kubusia Fatalisty, jest jego osoba. Jego usposobienie stało się dla mnie źródłem niemałej fascynacji. Kubuś odznaczał się bardzo złożonym i interesującym charakterem. Mnie najbardziej zaciekawiły filozoficzne poglądy Kubusia. Jeśli mam być szczery, to muszę się przyznać, że ja się z nimi nie identyfikuję. Obce jest mi tak fatalistyczne podejście do życia i spraw z nim związanych: "Wszystko, co nas spotyka dobrego lub złego, jest zapisane na górze." Wręcz przeciwnie. Ja uważam, iż każdy jest kowalem swego losu i tylko od niego zależy, jak się jego losy potoczą. Myślę, że taka różnica poglądów nie położyłaby się cieniem na mojej dobrej z Kubusiem znajomości. Sądzę, że mogłaby być nawet przyczyną wielu interesujących dyskusji.

Uważam ponadto, iż byłbym wdzięcznym partnerem Kubusia, który uwielbiał toczyć długie rozmowy i snuć opowieści. Jaką mam podstawę, ażeby tak myśleć? Otóż nieraz spotykałem się w środowisku moich znajomych z zarzutem "filozofowania" i nadmiernej skłonności do mówienia. Wydaje mi się więc, że Kubuś nie miałby mi tego za złe, gdyż sam otwarcie przyznawał się do swej nieodpartej chęci i potrzeby mówienia.

Nie należy jednak odnosić na podstawie moich wcześniejszych wywodów złudnego wrażenia, iż byłbym doskonałym, bezkonfliktowym panem Kubusia Fatalisty. Ależ skąd! Daleki jestem od takich lub podobnych domniemań. Na pewno doszłoby między nami do niejednej kłótni. Nie byłyby to jednak karczemne awantury (do takich nie dochodziło również między Kubusiem a jego panem w powieści Diderota). Byłyby to konstruktywne wymiany poglądów, umacniające w gruncie rzeczy naszą przyjaźń, bo przecież w starym przysłowiu "kto się czubi, ten się lubi" musi drzemać jakaś prawda.

Wydaje mi się, że jest jeszcze jeden ważki powód, który skłania mnie do tego, iż chciałbym zosta panem Kubusia. W jego osobie, oprócz wdzięcznego towarzysza do rozmów, zyskałbym również wiernego przyjaciela, któremu zawsze można zaufać. Kubuś niejednokrotnie dowodził swego przywiązania do pana. Nie była to służalcza wierność, jaką obdarza lokaj pracodawcę. To było coś więcej - partnerska przyjaźń. I tak, kiedy pan miał kłopoty, Kubuś spieszył mu pomocą z naturalnego, szczerego odruchu serca, a nie z wyrachowania. Tak samo czynił pan, gdy jego sługa popadał w tarapaty. Przykładów takich lojalnych i przyjacielskich działań jest w książce wiele: Kubuś odnalazł ukochany zegarek pana, bez którego jego pryncypał wręcz nie mógł się obejść. Również Kubuś przyczynił się do odzyskania pańskiego konia. Pan zaś nie opuścił swego sługi, gdy ten uległ wypadkowi u wrót katowskiego domostwa. Co więcej, pan opiekował się Kubusiem bardzo troskliwie. I ponieważ ja również nie mam kamiennego serca, daje mi to podstawę do przypuszczenia, iż mnie także udałoby się pozyskać przyjaźń i sympatię Kubusia. A posiadać prawdziwego przyjaciela jest bardzo dobrze, niezależnie od epoki, w jakiej się żyje.

Jednakże jest pewien fakt, który napawa mnie obawą w tej zabawie w zamienianie się z panem Kubusia na role: co by się stało ze mną, panem Kubusia Fatalisty, po wybuchu rewolucji francuskiej? Szubienica? Gilotyna?! Brrr... Ta nieprzyjemna wizja szybko sprowadza mnie na ziemię z tych teoretycznych rozważań.