Bardzo trudno jest dziś wypowiadać się na ten temat. Trudność ta spowodowana jest jedną przyczyną: dziś nie sposób sobie wyobrazić rzeczywistości stalinowskiego łagru czy hitlerowskiego obozu. Obraz ten po prostu nie mieści się w głowie człowieka, który wojnę zna wyłącznie z opowiadań.
Moim zdaniem, najbardziej wstrząsający jest przekaz zawarty w "Medalionach" Zofii Nałkowskiej. Suche fakty, które pisarka przedstawia, pozbawione zupełnie bezpośredniego komentarza, naprawdę poruszają czytelnika do głębi. Wrażenie okropności świata obozu spowodowane jest często cynicznym, nieludzkim postępowaniem bohaterów. Straszne jest także to, że młody chłopak tak spokojnie opowiada o procederze fabrykacji mydła z ludzi. Dla niego działalność ta była całkiem normalna i wcale nie kolidowała z jego zdegradowaną moralnością. Po prostu dziwi się, gdy zostaje poinformowany, że produkcja mydła z ludzkich zwłok jest przestępstwem. Pomimo braku bezpośredniej moralnej oceny świata wojny w opowiadaniu, wyraźnie słychać z niego krzyk: "oto, co wojna robi z ludzi!". "Medaliony" piętnują barbarzyństwo, zanik ludzkich odruchów i uczuć, które spowodowała wojna. Faszyzm jawi się jako ustrój wysoce niemoralny. To jest mało powiedziane, jako ustrój, w którym dla prostej, ludzkiej moralności nie ma miejsca. W faszyzmie człowiek stawał się cząstką doskonale działającej machiny. Nie musiał się zastanawiać nad tym, co robił, wystarczyło, że słuchał przełożonych, którzy byli dla podwładnego najwyższą wyrocznią. Ci natomiast, działali dla dobra Rzeszy. Jednostka w faszyzmie się nie liczyła. Ważny był tylko postęp w pracy machiny zagłady - ilość nowych czołgów, oszczędność surowców, bojowe sukcesy. Nic nie znaczyło to, że dla osiągnięcia tych celów setkom tysięcy ludzi została wypaczona osobowość (nie wspominając już o milionach zabitych, którzy stanowili wobec moralnie skrzywionych i pozostałych przy życiu stosunkowo małe zło). Właśnie tę nieludzkość faszyzmu potępia autorka "Medalionów" najbardziej. Przypuszczam, że gdyby popełnione zbrodnie były efektem namiętności: miłości, nienawiści, zazdrości, prędzej znalazłyby u Nałkowskiej zrozumienie, niż bezduszny, planowy i mechaniczny proceder niszczenia życia i kultury całych narodów.
Jednakże w mojej osobistej ocenie, wymowa "Medalionów" osłabiona jest przez to, że autorka powołuje się tylko na relacje świadków. Ona sama nie przeżyła obozu - pisze więc z pozycji osoby trzeciej. To prawda, że była bardzo blisko wojennych okropieństw, pracując w Głównej Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskich. Niemniej, jej relacja, prawie bezpośrednia, nie jest do końca przekonywająca. Wymowę twórczości Nałkowskiej podważają relacje osób, które z obozami zetknęły się osobiście. Do takich naocznych sprawozdań należy twórczość Tadeusza Borowskiego. Ma ona zupełnie inny, mniej patetyczny charakter, a pisarz ten doświadczył przecież obozowego życia na własnej skórze.
Opowiadania Borowskiego skonstruowane są odmiennie niż "Medaliony" Zofii Nałkowskiej. Pewnie stąd wynika różnica w ich wymowie ideowej. Borowski nie silił się, jak Nałkowska, na opisanie szerokiego zjawiska, nie uogólniał. Nie wprowadzał, jak Nałkowska, wciąż nowych bohaterów, nowych epizodów, bezimiennych tłumów. Borowski w tworzeniu swej wizji obozowego świata wyszedł od jednostki i jej subiektywnego postrzegania rzeczywistości. Realia opowiadań Borowskiego są przepuszczane wciąż przez pryzmat tego samego narratora - Tadka. Dlatego w jego opowiadaniach jawi się przede wszystkim obraz zniszczeń, jakie obóz poczynił w psychice jednostki. U Borowskiego pojawia się określenie "człowiek zlagrowany", czyli zdominowany przez obozową rzeczywistość. Moralna ocena faszyzmu, którą prezentuje Borowski, jest znacznie mniej radykalna od zdania Nałkowskiej. Obóz dla Borowskiego jest cyniczny, brutalny, odkrywa prymitywne odruchy ludzkiej natury. Natomiast nie ma w nim nic z nieludzkości i okropieństwa. Co więcej, jest w nim pewien optymistyczny pierwiastek - bohaterem opowiadań jest człowiek, który chce przeżyć koszmar i któremu się to udaje. W twórczości Borowskiego zbrodnie faszyzmu są więc dla ludzi tylko brutalnym doświadczeniem, które owszem, degraduje psychicznie, ale nie eliminuje z życia, nie oznacza końca cywilizacji europejskiej, tak jak u Nałkowskiej. Podobny pogląd do stanowiska Borowskiego przedstawia Herling-Grudziński. To by sugerowało, że Nałkowska w moralnej ocenie faszystowskiej rzeczywistości nieco przeholowała. Wyolbrzymiła obraz zwyrodnienia dla celów propagandowych i moralizatorskich, ażeby pokazać dobitnie, jak okropna była wojna. Dla tego nadrzędnego celu zrezygnowała z pełnej bezstronności i wiarygodności opisu.
Nie pomylę się twierdząc, że świat łagru Herlinga-Grudzińskiego jest bardzo podobny do tego, jaki odmalował Borowski. Sowiecki łagier jest tak samo brutalny, upadlający i wyniszczający jak faszystowski obóz. Różnią się od siebie te dwa światy tylko sposobami eksterminacji więźniów. Jednakże Herling-Grudziński inaczej, niż Borowski, zachowuje się w tym cynicznym świecie. Nie daje się wciągnąć w jego wir i poddać jego prawom, jak to uczynił Borowski. Bohater Herlinga-Grudzińskiego za wszelką cenę stara się zachować w sobie resztki humanistycznych wartości. Pragnie je ocalić przed zniszczeniem w brutalnym świecie łagru i udaje mu się ta sztuka. Nie zmienia to jednakże faktu, że obóz, opisany przez Herlinga-Grudzińskiego, to także miejsce gorsze niż z koszmarnego snu.
Borowski i Herling-Grudziński byli, moim zdaniem, w o tyle dobrej (jeśli to słowo w ogóle ma prawo tu się pojawić) sytuacji, że mogli traktować obóz jako zło narzucone z zewnątrz. Nie czuli się tak podle jak Niemcy czy Rosjanie, którym przyszło gnić w obozach stworzonych przez ich rodaków. Herling-Grudziński i Borowski mogli, mieli moralne prawo, żywić chęć przeżycia i przetrwania. Oni mieli do czego wracać. Padli ofiarami terroru obcych mocarstw. Ich ojczyzna nie była skalana zbrodniami totalitaryzmu. Bohater Borowskiego czy Herlinga- Grudzińskiego to zawsze przede wszystkim Polak, cierpiący obcą przemoc i walczący o przeżycie.
I tu szerzej przedstawia ten aspekt wojennej rzeczywistości Nałkowska, która nie nacjonalizuje problemu obozów. Zaznacza wyraźnie, ze nie chodzi jej o zbrodnie niemieckie czy radzieckie. W podtytule "Medalionów" mówi: "ludzie ludziom zgotowali ten los". Porusza więc szerszy moralny problem i próbuje sięgać do istoty zjawiska. Zastanawia się nad głębszym, niż tylko narodowym, aspektem. Jednakże nie podaje żadnej próby rozwiązania potwornej zagadki socjologicznej, jaką było podczas wojny istnienie obozów zagłady. Sugeruje w ten sposób, że te najgorsze wojenne wydarzenia nie dają się wyjaśnić w kategoriach zdrowego rozsądku. Pozostawia tylko obraz okrutnej rzeczywistości ku przestrodze potomnym.
Trzeba zauważyć, iż dla trójki wspomnianych autorów, przestrzeżenie świata i następnych pokoleń ludzi przed moralnymi skutkami wojny było głównym celem. Niestety, wydaje mi się, że mimo niewątpliwej sugestywności przekazu, dzieła te nie są dość silne, aby wpłynąć na postawy tych, którzy wojny nie przeżyli. Wciąż przecież funkcjonują na marginesie prawie każdego społeczeństwa ugrupowania kierujące się kultem totalitaryzmu. W wielu miejscach na świecie wybuchają waśnie, które swą brutalnością nie ustępują wydarzeniom znanym z drugiej wojny światowej. Czyżby więc międzynarodowa społeczność zapomniała twardą lekcję drugiej wojny światowej?
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały przeznaczone wyłącznie do użytku osobistego. Publiczne udostępnianie w jakikolwiek sposób bez zgody podmiotu uprawnionego jest zabronione.