Pytanie o istotę natury ludzkiej wydaje mi się pewnym błędem. Jaka bowiem jest istota natury ludzkiej? Czy ona w ogóle istnieje? Wydaje się być podobna do starożytnego eteru - niby istniał, ale nie sposób było wyczuć jego obecności ani zmysłami, ani żadnym przyrządem pomiarowym. Sądzę, że podobnie jest z ogólnie pojmowaną istotą natury ludzkiej. Intuicja podpowiada nam, iż coś takiego musi istnieć. Jednak, jak dotąd, nie udało się obiektywnie stwierdzić istnienia takiego bytu. Gdyby bowiem to się stało, nie byłoby tytułowego pytania, nie byłoby tak radykalnych wątpliwości co do charakteru tego ulotnego pojęcia.
Czy wobec tego nie ma istoty natury ludzkiej? Nie, to teza posunięta nazbyt daleko. Lecz miast mówić o istocie natury ludzkiej, wydaje mi się, iż bardziej celowe byłoby rozważanie o istocie natury konkretnego człowieka. Ilu ludzi na ziemi, tyle odrębnych charakterów. A każdy z nich ma niepowtarzalne cechy i swoistą dla siebie istotę. Owszem, zdarzają się osobniki bliźniaczo do siebie podobne, nie ma jednak ludzi identycznych. Tak więc celowe i uprawnione jest dyskutowanie o istotach natur poszczególnych osobników. Natomiast rozważania o istocie natury ludzkiej cechuje błąd metodologiczny. Dzieje się tak dlatego, iż na podstawie obserwacji zachowań pewnej grupy ludzi próbujemy znaleźć wspólne dla nich cechy i w ten sposób stworzyć ogólny obraz istoty natury ludzkiej. Jest to możliwe do wykonania, aczkolwiek tak stworzona istota natury ludzkiej będzie pewną wypadkową, swoistym uśrednieniem, uzyskanym na podstawie obserwacji wielu przypadków. I jeśli tak otrzymaną istotę ludzkiej natury spróbujemy przymierzyć do jednego człowieka, okaże się, że z trudem wypracowany wzorzec w wielu miejscach do niego nie przystaje. Dlaczego? Ponieważ statystyka nigdy nie opisze nam konkretnego przypadku. Wielość doświadczeń daje prawdopodobieństwo wyniku następnego eksperymentu. Nie da jednakże nigdy pewności, że następny przypadek będzie taki, jak ten, który statystycznie obserwowaliśmy najczęściej we wcześniejszych badaniach.
Sądzę więc, iż lepiej zarzucić próby opisania istoty natury ludzkiej, które wydają się być podobne do znanych z historii prób wynalezienia kamienia filozoficznego i muszą zostać, ze względu na konieczne uogólnienia, skazane na porażkę w próbach zastosowania do konkretnych przypadków. Lepiej ograniczyć się do przeanalizowania pewnych okoliczności, które mają wpływ na postawę człowieka w życiu.
Czy człowiek jest wolny, czyli niezależny od otoczenia, czy też zdeterminowany przez nie zależy głównie od niego samego. Jednostki silne, o władczym usposobieniu będą w życiu wolne i samorządne. One też będą siłą rzeczy uzależniać innych, słabszych od swej woli. Natomiast osobniki uległe z łatwością poddadzą się presji otoczenia, nawet wówczas, jeśli będą w społecznej hierarchii zajmować stanowiska, które powinny dawać władzę.
Taką psychicznie słabą jednostką był Zenon Ziembiewicz, bohater "Granicy" Zofii Nałkowskiej. Nie można mu odmówić ambicji czy umiejętności osiągania wytkniętych sobie celów. Natomiast trzeba wyraźnie podkreślić, że Zenon nie był człowiekiem konsekwentnym i nie potrafił skutecznie obronić swej niezależności. Podczas kolejnych etapów swej politycznej kariery mocno wikłał się w zależności od finansowych i społecznych elit miasta. Nie potrafił wyraźnie sprzeciwić się swoim pryncypałom, gdy wymagali oni od niego postępowania sprzecznego z jego zasadami. Być może, gdyby okazał się krnąbrnym, zamknęłaby się przed nim droga do kariery. Sądzę jednak, że Zenon nie czynił tego z czystego wyrachowania. On był po prostu człowiekiem słabym, który miał kłopoty z podejmowaniem ważnych decyzji. Najlepszym przykładem tej tezy jest zachowanie Ziembiewicza podczas robotniczej manifestacji. Ani nie kazał jej spacyfikować, ani nie zarządził wycofania sił porządkowych. Stał za firanką swego gabinetu i z przestrachem przypatrywał się rozwojowi wypadków. A przecież to od niego - prezydenta miasta powinien w tej chwili zależeć rozwój sytuacji. Tymczasem Zenon nie podjął żadnych kroków, które mogłyby zapobiec tragedii. On, niczym struś chowający głowę w piasek, próbował uniknąć odpowiedzialności, jaka spoczywała na jego barkach.
Nałkowska wysuwa tezę, że o charakterze człowieka decyduje miejsce, w jakim ten człowiek żyje. Pisarka stoi więc na gruncie filozofii deterministycznej, uzależniającej osobowość i postępowanie człowieka od warunków otoczenia, w jakim on się obraca. Zenon był słaby i zepsuty, gdyż zepsute i konformistyczne było jego otoczenie. Czy można go jednak do końca rozgrzeszyć? Z płaszczyzny teorii determinizmu tak, lecz jeśli przyjąć za punkt odniesienia doktrynę woluntarystyczną, głoszącą niemalże wszechmoc ludzkiej woli, należałoby go z całą surowością potępić. Skoro się poddał otoczeniu, to z punktu widzenia woluntaryzmu taka była jego wola. A jeśli to był jego wolny wybór, to z niewątpliwie ponosi odpowiedzialność za jego skutki. Niemniej, wciąż jeszcze nie wiemy, co kieruje postępowaniem człowieka - czy otoczenie, czy jego wolna wola.
Aby ostatecznie rozstrzygnąć ten problem pozwolę sobie przywołać przykład jeszcze jednego bohatera literackiego, nieco zapomnianego, aczkolwiek także występującego w kanonie lektur licealisty.
Mam na myśli Gajusza Petroniusza, jednego z bohaterów "Quo vadis?" Henryka Sienkiewicza. Petroniusz żył w starożytnym Rzymie za czasów cesarza Nerona. Była to epoka upadku i zepsucia obyczajów. Wszechobecne w wiecznym mieście były pochlebstwa, zdrady, wyścig do łask i przywilejów. Wczorajszy przyjaciel dnia następnego potrafił wbić nóż w plecy. Panowała atmosfera wzajemnej nieufności i niepewności jutra. Czy w takich czasach można było żyć zachowując godność i nie ulegając powszechnemu zepsuciu?
Przykład Petroniusza świadczy, iż można było wieść cnotliwe życie w tym upadłym moralnie świecie. Stał on na uboczu dworskiego życia. Nie angażował się w nie (co nie znaczy, że nie zajmował wobec niego stanowiska), ażeby nie zniżać się do jego poziomu. Miał swą opinię o cesarzu i jego otoczeniu, której nie lękał się manifestować, mimo powszechnie panującej obłudy i trwogi przed popadnięciem w niełaskę. Dlaczego Petroniusz zachowywał godność i stoicki spokój wobec kaprysów Nerona, kiedy w świetle determinizmu powinien poddać się atmosferze swego otoczenia? On miał po prostu silną osobowość, która nie uginała się pod żadną presją. Wolał umrzeć z godnością niż dać się poniżyć. Nie można więc o nim powiedzieć, że osobowość jego ukształtowało środowisko, w jakim przebywał. Sam decydował o swym postępowaniu i wysokiej moralności.
Widać wobec tego jasno, że to nie otoczenie, lecz człowiek decyduje o swym zachowaniu. Zaś teoria o wpływie środowiska na jednostki została ukuta na potrzeby osobników słabych. Zawsze łatwiej obarczyć odpowiedzialnością za swe postępowanie innych, niż przyznać się do błędu czy też nieporadności. Człowiek silny i odważny zawsze postąpi wedle swego uznania, nawet, jeżeli miałby złamać konwenanse. Jeśli zaś do siły i odwagi dodać bogactwo, jakim odznaczał się Petroniusz, wówczas otrzymamy portret człowieka prawdziwie wolnego, który nie musi oglądać się na otoczenie.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały przeznaczone wyłącznie do użytku osobistego. Publiczne udostępnianie w jakikolwiek sposób bez zgody podmiotu uprawnionego jest zabronione.