Prometeusz, Ikar, Syzyf - jak wyglądałoby ich życie we współczesnym świecie?

Nie jest wielkim kłopotem wyobrazić sobie w dzisiejszych czasach Ikara czy Syzyfa. Natomiast problemem może okazać się przeniesienie w teraźniejszość postaci Prometeusza. Prometeusz był jednym z tytanów ze świty Kronosa. Niektóre greckie legendy mówią, iż to właśnie Prometeusz był stwórcą człowieka. Ulepił go z gliny pomieszanej ze łzami. Jednak mimo iż Prometeusz ulepił człowieka na kształt bogów, jego dzieło nie było tak doskonałe jak mieszkańcy Olimpu. Ludzie Prometeusza byli słabi i nieprzystosowani do twardych warunków życia na ówczesnej ziemi. Widząc tę bezbronność człowieka, dobry Prometeusz roztoczył nad swymi dziećmi troskliwą opiekę. Wykradł dla nich ze słonecznego rydwanu ogień i nauczył ludzi posługiwania się nim. Dzielił się z ludźmi wszelką pożyteczną wiedzą o rzemiosłach, metalurgii, rolnictwie, naukach ścisłych. Wtajemniczył Prometeusz dziką ludzkość w arkana cywilizacji. Wyprowadził człowieka z jaskiń i nauczył budować domy i miasta. Dał mu oręż do ręki, aby nie musiał się człowiek obawiać krwiożerczych bestii. Był Prometeusz opiekunem i dobrym duchem ludzkości.

Za swoją miłość do człowieka zapłacił Prometeusz wysoką cenę. Gdy bowiem oszukał Zeusa tak, że ten wybrał na ofiarę dla bogów worek wołowych kości przykrytych tłuszczem, władca Olimpu rozgniewał się okrutnie i kazał przykuć Prometeusza do skały w odludnych ostępach Kaukazu. Co dnia sęp wyżera nieszczęśnikowi wątrobę, która każdej nocy odrasta. Cierpienia Prometeusza nie mają końca.

Jak wyglądałoby życie Prometeusza we współczesnym świecie? Sądzę, że mimo iż nie trzeba nas uczyć już budować domów i rozpalać ognia, to Prometeusz miałby wciąż pełne ręce roboty. Wydaje mi się, że gdyby dziś spojrzał Prometeusz na ludzi, których niegdyś z gliny ulepił, nie byłby zachwycony. Na jaki bowiem użytek obracamy sztuki, których nauczył nas mądry tytan? Wytwarzamy broń, lecz nie dla obrony przed złowrogimi siłami przyrody, a po to żeby siebie nawzajem zabijać. Jedni z nas mają wszystkiego w bród, podczas gdy inni cierpią głód i niedostatek. Bezmyślnie niszczymy ziemię, z której się przecież zrodziliśmy i która jest naszą matką. Doprawdy, nie tego uczył naszych przodków Prometeusz.

Lecz nie wydaje mi się, żeby widząc jak opacznie korzystamy z jego nauk, Prometeusz odwrócił się od ludzi. Zbyt mocno on nas ukochał, aby się na nas obrażać. Jestem przekonany, że zamiast nas strofować Prometeusz raźno zabrałby się do pracy, aby swych podopiecznych wyprowadzić ponownie na drogę dobra i świetności. Wydaje mi się, że nie miałby dziś Prometeusz problemów z przemówieniem do rozumu zadufanej w sobie ludzkości. Jesteśmy dumni i pewni siebie, ale przecież gdzieś w głębi duszy czujemy respekt przed nieokiełznanymi siłami nadprzyrodzonymi. A przecież Prometeusz jako bóg, choć nie był najpotężniejszy, miał dużo większe możliwości niż najbardziej wpływowy dziś na ziemi człowiek. Zapewne pod światłym przewodem Prometeusza dzisiejsza ludzkość uporałaby się zadziwiająco szybko z wieloma problemami, które teraz wydają się nie mieć rozwiązania. Wydaje mi się, że jeśli nie mądrość Prometeusza, to strach przed jego gniewem uśmierzyłby natychmiast wszelkie zbrojne spory. Ludzie pokierowani ręką Prometeusza na nowo nauczyliby się żyć w pokoju i braterstwie. Znikłaby zawiść i różnice narodowe czy rasowe. Wszystkich nas przecież Prometeusz ulepił tak samo z gliny i nie ma powodu, by ktoś z nas się wywyższał. Uważam, że świat byłby dużo lepszy, gdyby dziś mógł wziąć ponownie w swe ręce jego losy mityczny Prometeusz, twórca i opiekun ludzkości. Tylko czy olimpijscy bogowie nie staliby się znowu zazdrośni o powodzenie tych mizernych, śmiertelnych istot ulepionych z gliny i nie uknuliby ponownie jakiegoś podstępu?

Podczas gdy ciężko wyobrazić sobie współczesne losy boskiego Prometeusza, bez trudu przychodzi nam wyobrażenie sobie dzisiaj Ikara i Syzyfa. Ikar, podniebny marzyciel, przypłacił życiem swoją fantazję i pogoń za ulotną przyjemnością. Wydaje mi się, że dziś spotkałby go los podobny. Może tylko zmieniłby pióra woskiem zlepione na sprzęt do wysokogórskiej wspinaczki. Może zamiast szybować nad morzem, zdobywałby kolejno wszystkie himalajskie ośmiotysięczniki, by wreszcie runąć w jakąś lodową rozpadlinę i pozostać w niej na zawsze. Nie brak przecież dziś niepoprawnych marzycieli, którzy gonią za tym, co nieuchwytne. Czerpią przyjemność z pokonywania własnej słabości, ze zdobywania obszarów niedostępnych dla zwykłych zjadaczy chleba. Często jednak płacą oni za chwile uniesienia najwyższą cenę - cenę swego życia. Nie miałby więc dziś Ikar problemów ze znalezieniem sobie kompanii. Nie byłby też skazany na twarde stąpanie po ziemi, którego chciał go nauczyć ojciec. Zapewne znalazłby sobie jakieś upajające, aczkolwiek niezbyt bezpieczne hobby. I gdyby dał mu się ponieść bez reszty, spotkałaby go tragiczna i przedwczesna śmierć. Byłby chyba jednak szczęśliwy. Nam jego los wydawałby się tragedią. Wszak ci, którzy mają w sobie odrobinę ducha Ikara uważają, że spocząć gdzieś na szlaku w połowie wędrówki, to najpiękniejszy koniec, jaki może spotkać człowieka, dla którego nie ma wyzwań przekraczających jego możliwości.

Nietrudno także domyśleć się, jakie życie wiódłby dzisiaj Syzyf. Ten byłby chyba najlepiej z całej trójki przystosowany do realiów dzisiejszego świata. Syzyf był bowiem obłudnikiem, oszustem, gadułą, z łatwością unikał odpowiedzialności za swe niecne postępki. W micie był królem. Dziś mógłby być biznesmenem. Ma Syzyf po temu talent. Zręcznie potrafi pleść intrygi, nie cofa się przed żadnym uczynkiem, który jest w stanie doprowadzić go do wymarzonego celu. Powodziłoby mu się więc dziś niezgorzej, bo dziś dobrze wiedzie się ludziom, którzy zawsze potrafią spaść na cztery łapy, nawet jeśli przy okazji wystawią na szwank swoją moralność. Dzisiaj Syzyf brałby towar i nie płacił rachunków. Zaciągałby jedne długi na pokrycie innych. Wykorzystywałby znajomych i zdradzał przyjaciół, jeśli byłoby mu to akurat wygodne. Unikałby płacenia podatków. Wiódłby wystawne życie, często na kredyt. Bawiłby się, tryskał dowcipem i wymownością, nie martwiąc się o konsekwencje swego postępowania.

Syzyf znany z mitu poniósł ciężką karę za swe liczne intrygi i słabości. Do końca świata musi w Hadesie wtaczać na górę głaz, który tuż przed szczytem wypada mu z rąk i stacza się do stóp wzgórza. Taki los spotkał po śmierci birbanta, który za życia drwił z wszystkiego i wszystkich, nawet z bogów. Dzisiejszy Syzyf, człowiek interesu, chyba nie musiałby się obawiać, że spotka go tak surowa kara za niecne postępki. Cóż, najwyżej straciłby majątek, szacunek u ludzi (który wiele dla niego nie znaczył), może nawet poszedłby do więzienia. To wszystko, co dziś mogłoby spotkać lekkoducha Syzyfa, jest jednakże niczym w porównaniu z tym, co spotkało go w starożytności. Niech więc żałuje Syzyf, że nie urodził się parę tysięcy lat później.

Ogólnym wnioskiem, jaki mogę wysnuć z powyższych rozważań jest to, że antyczni ludzie przeniesieni w dzisiejsze czasy wiedliby żywot, który odpowiadałby ich cechom charakteru. Posługiwaliby się inną techniką, lecz mentalność ich byłaby niezmienna. Podobny więc spotkałby ich dziś los do tego, jaki był ich udziałem dawno, dawno temu. Natomiast trudno przewidzieć, jak potoczyłoby się życie boga, gdyby dziś zstąpił na ziemię. Lepiej w to nie wnikać, gdyż jak uczy mitologia, śmiertelnikom nigdy nie wychodziła na dobre nadmierna ciekawość boskich spraw.