Przyszło nam żyć w bardzo ciekawych czasach. W ciągu ostatnich dziesięciu lat zmieniło się tak wiele na świecie i w Polsce, i to w sposób tak głęboki, że cała literatura XX wieku, wyrażająca ludzkie niepokoje i ujęta w ramy kanonu szkolnych lektur, stała się mocno zdezaktualizowana.
Na świecie upadł komunizm, Związek Radziecki przestał istnieć, zakończyła się rywalizacja na linii Wschód - Zachód, grożąca w każdej chwili wybuchem konfliktu na skalę światową. Nie spełniły się więc, na szczęście, proroctwa Orwella dotyczące wyglądu naszej planety w roku 1984. Wizja pisarza okazała się zupełnie nietrafna. Obawiał się on ekspansji totalitaryzmu i zaostrzenia konfliktu między światowymi blokami. Tymczasem upływ czasu pokazał, iż jeden z wielkich, militarnych bloków rozpadł się, a drugi po utracie znakomitego przeciwnika jakoś stracił na blasku. Toteż współczesnego człowieka nie może niepokoić zagrożenie wybuchem trzeciej wojny światowej, gdyż ta groźba jest bardzo nierealna.
W Polsce upadł socjalizm. Cała twórczość pokazująca zagrożenie, jakie niósł on dla ludzkiej wolności stała się niczym innym, jak historią. Nie ma szans, aby nasz kraj powrócił do tego systemu w najbliższym czasie, więc zarówno my, jak i nasze wnuki, możemy spać spokojnie. Wizję Konwickiego, odmalowaną w "Małej apokalipsie", poznaje się z zainteresowaniem, ale bez obaw.
Transformacja ustrojowa, z jaką mamy aktualnie do czynienia, jest źródłem wielu nowych niepokojów dla współczesnego człowieka, które, jak dotąd, nie znalazły odbicia w literaturze lub w kanonach lektur. Problemów i zagrożeń, z jakimi styka się dzisiejszy człowiek na co dzień, jest wiele. Jedne z nich są sztucznie podsycane przez media, inne jeszcze nie znalazły się na publicznej wokandzie i drzemią utajone, czekając na swój czas.
Współczesny Polak, niezależnie od wieku, wydaje się być ostatnio bardzo zagrożony falą narastającej przestępczości. To, że dyskusja o tym problemie rozgorzała akurat teraz, jest kwestią swego rodzaju przypadku, bowiem problem ten istnieje już od ładnych kilu lat. Nie zmienia to faktu, że w społeczeństwie rodzi się lęk przed wychodzeniem na ulicę (niezależnie od pory dnia), otwieraniem drzwi obcym, czy noszeniem przy sobie zbyt pokaźnej ilości gotówki. Skala problemu jest niebagatelna Świadczą o tym nie tyle policyjne statystyki, które nie zmieniają się od kilku lat w sposób drastyczny, lecz ostatni warszawski marsz protestacyjny. Pokazuje on, że sprawa przestępczości bardzo żywo interesuje współczesnego Polaka. Niestety, problem ten nie znalazł wyrazu w żadnym ze znanych mi utworów XX wieku.
Kolejne źródło niepokoju współczesnego człowieka wydaje się być mało wdzięcznym literackim tematem. Mianowicie, jest to problem bezrobocia. Dotyczy on zarówno Polski, jak i całej Europy. Dotyka on wszystkich. Jednak sprawa bezrobocia jest bardzo drażliwa, gdy odnosi się do ludzi młodych. Oni przecież są najbardziej produktywni, posiadają największą życiową energię i zasób sił, który powinien zostać spożytkowany na zaspokajanie potrzeb społeczeństwa. Tymczasem nasze statystki pokazują, że co drugi młody człowiek po szkole średniej, jeśli nie kontynuuje nauki, staje się bezrobotnym. Stan taki jest źródłem frustracji, kryzysu wartości oraz przestępczości wśród tej grupy. Również w przypadku tego problemu nie znajduję jego odbicia w literaturze XX wieku.
Jeśli drążyć dalej wątek zagrożeń, z jakimi spotykamy się w naszej codzienności, należałoby wspomnieć o nałogach, jakie dręczą nasze społeczeństwo, czyli o alkoholizmie, paleniu tytoniu, a marginalnie i o narkomanii. Literatura XX wieku pokazuje te problemy niejako przy okazji i to raczej w tle. Wielu bohaterów literackich odpala papierosa od papierosa i traktowane jest to zupełnie normalnie. Tak samo opisy alkoholowych libacji są tylko elementem lokalnego folkloru. Niekiedy nawet alkohol bierze udział w scenach symbolicznych. Przypomnieć sobie wystarczy moment z płonącymi lampkami spirytusu z "Popiołu i diamentu".
Kolejne zagrożenie, dość enigmatyczne, ale przecież realne to niebezpieczeństwo, które niesie ze sobą demokracja. Otóż przydarzyć się może, iż w bardzo demokratyczny sposób władza dostanie się w ręce zupełnie nieodpowiednie do jej sprawowania. Ten problem znalazł swój wyraz w literaturze. Porusza go Sławomir Mrożek w "Tangu". W domu rodziców Artura panują skrajnie liberalne zasady. Każdy robi to, na co ma ochotę. Nie istnieją żadne bariery wytworzone przez tradycję czy też obyczajność. Matka Artura całkiem jawnie romansuje z prostym i gruboskórnym Edkiem, zaś ojciec Artura, Stomil, całe boże dnie spędza w niechlujnie rozpiętej piżamie. Artur, który próbuje zaprowadzić w domu konserwatywny porządek, ze względu na swą impulsywność i słabą psychikę ponosi klęskę. Zwycięsko z sytuacji wychodzi natomiast Edek, który chwyta ster rządów w rodzinie Artura i władzę sprawuje w sposób bezwzględny i nie znoszący sprzeciwu. W dzisiejszym świecie łatwo spotkać takich Edków, a niektórzy z nich prą uparcie do uzyskania wpływu na bieg historii i nie cofają się przed niczym, nawet przed publicznymi rękoczynami w telewizyjnych studiach.
Wreszcie współczesny Polak wciąż może obawiać się wojny. Chociaż nie jesteśmy już przedmurzem Układu Warszawskiego, to nasze geopolityczne położenie niewiele się zmieniło. Po wycofaniu z Polski wojsk radzieckich zawiśliśmy w militarnej próżni. Nie wydaje się, że nasze ewentualne przystąpienie do Paktu Północnoatlantyckiego, coś w tej materii zmieni. Po prostu, w przypadku przyjęcia nas do NATO, znajdziemy się po drugiej stronie barykady, ale nie przestaniemy być teatrem potencjalnego konfliktu zbrojnego. Nadto należy pamiętać, jak gorąco protestowaliśmy przeciwko rozmieszczeniu u nas radzieckiej broni nuklearnej - Amerykanie nie chcą dać gwarancji, że w przypadku naszego akcesu do NATO nie umieszczą na terytorium Polski broni atomowej. Więc, kto wie, czy wizja Orwella za jakiś czas znowu nie nabierze kolorytu. Dla nas będzie on szczególnie czarny, bo to u nas mogą się zmagać megaarmie.
Konflikt globalny raczej nam nie grozi. Znacznie bardziej realna jest wojna lokalna. Nie mamy, co prawda, etnicznych predyspozycji do popadnięcia w wojnę domową typu bałkańskiego, ale wystarczyć może sprawa jakiegoś korytarza na wschodzie lub jakiegoś okręgu autonomicznego w opolskiem. Nigdy nie wiadomo, co akurat stanie się zarzewiem lokalnych rozruchów. A dzisiejsze wojny konwencjonalne dobitnie pokazują, że rozmachem swego bestialstwa nieraz przerastają prozę Borowskiego czy Herilnga-Grudzińskiego.
Podsumowując, muszę stwierdzić, że żaden z utworów XX wieku, którymi karmi się nas w szkole, dobrze nie oddaje niepokojów współczesnego człowieka. Kanony lektur, zwłaszcza tych najnowszych, nie poruszają prawie wcale problemów, z którymi przyszło nam się borykać na co dzień lub od święta. Jeśli dotykają one sprawy współczesnych niepokojów, to czynią to w sposób niepełny i ogólnikowy.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały przeznaczone wyłącznie do użytku osobistego. Publiczne udostępnianie w jakikolwiek sposób bez zgody podmiotu uprawnionego jest zabronione.