"Zmienia się skóra świata (...) rozpoczyna się nowa epoka - epoka uścisku z teraźniejszością" (Peiper). Twoje przemyślenia na temat nowej literatury i sztuki dwudziestolecia międzywojennego.

Właściwie główny nurt, jaki przejawiał się w nowej sztuce dwudziestolecia międzywojennego, mogę streścić krótko: poszukiwanie i bunt. Twórcy szukali nowości w sztuce. Trzeba im było nowych środków wyrazu, nowych form, nowych pomysłów, ba nawet nowych rzeczywistości, gdyż wszystko to, co istniało w realnym świecie lub było wytworem sztuki wcześniejszych epok, twórców dwudziestolecia nie zadowalało. Dlatego szukali nowinek i zarazem buntowali się przeciw temu, co w życiu i sztuce zastali, jako że ta spuścizna nie wydawała się dla nich odpowiednia.

Zaraz też muszę zaznaczyć, że żaden ze znanych mi twórców nie odnalazł świata ani systemu wartości, który by go cieszył. Hasłem dwudziestolecia jest więc poszukiwanie. Do żadnych konkretnych znalezisk jednak ono nie doprowadziło. Zaowocowało natomiast wielką krytyką czasów współczesnych twórcom dwudziestolecia międzywojennego. Krytyczne spojrzenie dotyczyło zarówno sztuki, jak i codziennego życia.

Z nowej literatury i sztuki dwudziestolecia jawi się dość przykry obraz świata. Jest to rzeczywistość pełna napięć, wrogo nastawiona do jednostki. Z jednej strony świat ten składa się z tarcia wielkich idei, którym ulegają całe masy ludzi - wypełnia go faszyzm, totalitaryzm, rozwijające się na rozkładającym się systemie kapitalizmu wolnokonkurencyjnego. Z drugiej zaś strony, poszczególne jednostki nie potrafią się w tym świecie haseł i sloganów odnaleźć. W falujących tłumach wznoszących sprzeczne hasła lub kurczowo broniących bastionów przeszłości giną ludzkie indywidualności. Zbiorowość staje się przez to szara i nijaka i nie jest w stanie zaspokoić społecznych potrzeb indywidualnego człowieka. Lecz przed tą zbiorowością nie ma azylu. Wchłania ona każdego, z jego kompleksami, problemami, ale i ideałami i przerabia jego świat wartości na szarość i "średniość", którą widać w masie z daleka. Rzeczywiście, z początkiem wieku XX zasadniczo zmieniła się skóra świata. W mrok historii odeszli bohaterowie, znani przecież jeszcze w pozytywizmie, a zastąpiła ich statystyka i przeciętność. Ten prąd zapoczątkowany w dwudziestoleciu międzywojennym będzie się rozwijał i później, aż dojdzie do znanego z różewiczowskiej "Kartoteki" Bohatera, który był każdym i nikim na dobrą sprawę.

Prócz pokazywania przemian społecznych, w dwudziestoleciu międzywojennym literatura i sztuka często zajmują się filozofią. Kres wieku XIX przyniósł z jednej strony zmierzch uznanych, oświeceniowych systemów filozoficznych, z drugiej zaś strony burzliwy rozwój myśli społeczno- filozoficznej, będący odpowiedzią na społeczne zapotrzebowanie. Człowiek przełomu wieków, trapiony niepewnością jutra, szukał odpowiedzi na nurtujące go pytania w pismach współczesnych mu filozofów. Częstokroć konstruował własny światopogląd na podstawie strzępków systemów wielkich myślicieli epoki. Wszystko to składało się na poczucie niestabilności, przyczajonego w otaczającym świecie zagrożenia, które nieustannie towarzyszyło szczególnie wrażliwym jednostkom, jakimi byli twórcy sztuki. I przez to właśnie metafizyczne uczucie niepewności i niestałości otaczającego ich świata wciąż poszukiwali takich rozwiązań, które byłby nowatorskie i trwałe, które budziłyby dawno zapomniane estetyczne wzruszenia.

Wielką próbą stworzenia nowej jakości w sztuce jest twórczość Stanisława Ignacego Witkiewicza. Był on głęboko przekonany, że znane z historii formy sztuki są już przeżytkiem. Co więcej, zarzucał sztuce naśladującej naturę kłamliwość. Sztuka jest zawsze tylko odwzorowaniem rzeczywistości, a upodabniając się do niej, dając niemal lustrzane jej odbicie, okłamuje odbiorcę, wmawiając mu, że to, co widzi, jest właśnie rzeczywistością. Dodatkowo sztuka realistyczna czy naturalistyczna posługuje się symbolami, które znane są z codzienności - krzesło jest krzesłem, stół stołem, a postaci noszą duże cechy prawdopodobieństwa. Tymczasem sztuka to twór sztuczny. Używając powszechnie znanej, codziennej symboliki oszukuje adresata, stwarzając namiastkę rzeczywistości i podając ją mu jako "prawdziwą". On przyzwyczajony do takiego postępowania nie odróżnia sztuki od rzeczywistości, przyjmuje za dobrą monetę to, co serwuje mu artysta. Nadto, sztuka naśladująca rzeczywistość już się widzowi opatrzyła. Nie jest ona w stanie wzbudzić w nim głębokich przeżyć, gdyż jest już do niej nazbyt przyzwyczajony. Ona go niczym nie zaskoczy.

Toteż jako alternatywę dla starego pojęcia sztuki podaje Witkacy koncepcję Czystej Formy. Sztuka w jej ujęciu nie miała być odbiciem rzeczywistości, a jej deformacją. W ten sposób osiągnie efekt zaskoczenia. Żadne znane z rzeczywistości więzy nie krępują dzieła sztuki. Może ono być dowolnie przez artystę uformowane. Dzieło sztuki nie jest poddane prawom logiki, prawdopodobieństwa, nie ma nic wspólnego z doświadczeniem życiowym. Tylko w ten sposób (czyli przez zamierzoną deformację świata) może dotrzeć do odbiorcy i wywołać w nim jakiekolwiek refleksje. Zmiana formy miała być, wedle Witkacego, zakończeniem poszukiwań, które podjęła nowa sztuka dwudziestolecia międzywojennego. Jednak rozważania nad Czystą Formą nie znalazły w twórczości Witkacego pełnej realizacji. Każdy z jego literackich utworów, choć cechował się groteskowością i karykaturalnym przedstawianiem świata, był jednak podporządkowany pewnym prawidłom porządku i logiki, które kłóciły się z koncepcją Czystej Formy.

W dramacie "Szewcy" Witkacy przedstawił swoją koncepcję rozwoju historycznego. Jest ona bardzo znamienna dla epoki, gdyż oddaje pesymizm człowieka z początku stulecia i brak wiary w przyszłość. Otóż uważa on, że rozwój społeczeństwa jest historią staczania się ku najgorszemu. Każda zmiana rządów niesie ze sobą ustrój gorszy od poprzedniego. Nieważne, czy władzę obejmą faszyści i będą próbowali reformować społeczeństwo niejako "od góry" poprzez prawne nakazy, czy ster rządów chwycą komuniści, którzy rozpoczną zmiany "od dołu" krwawo rozprawiając się z opozycją i zwolennikami starego porządku. Każda zmiana niesie ze sobą postępujące ujednolicenie społeczeństwa. Każdy przewrót zmiata wybitne jednostki, pozostawiając tylko szary, bezbarwny, pozbawiony uczuć i tożsamości tłum. Najgorsze właśnie zagrożenie dla cywilizacji dwudziestowiecznej widział Witkacy w jednolitości. Postęp mechanizacji, wzrost produkcji, przyrost ludności, wszystkie te czynniki sprawiały, że człowiek zatracał cechy, które wyróżniały go z tłumu. Każdy podobnie się ubierał, wykonywał podobną pracę, zaopatrywał się w tych samych magazynach, jeździł seryjnie produkowanymi samochodami. Ujednolicenie zupełne - stuprocentowa mechanizacja życia i społeczeństwa miały być kresem upadku ludzkości. Jednostka zatraci wówczas wszelkie cienie indywidualności i zostanie wprzęgnięta w maszynę społeczeństwa niczym drobny trybik w skomplikowanej strukturze.

Nie tylko jeden Witkacy krytykował rzeczywistość. Ciętą satyrą wymierzoną przeciwko międzywojennemu społeczeństwu jest powieść Witolda Gombrowicza "Ferdydurke". Autor przedstawia w niej dwa socjologiczne mechanizmy, które dla własnych potrzeb nazywa "upupianiem" i "przyprawianiem gęby". Przy okazji nie pozostawia suchej nitki na ówczesnym systemie szkolnictwa, fałszywie pojętej nowoczesności inteligencji czy ziemiańskim konserwatyzmie.

Bohater Gombrowicza musi nieustannie walczyć z otoczeniem o własną tożsamość. Społeczności, w których przebywa, starają się go upupić lub przyprawić mu gębę. Proces upupiania, to nic innego jak traktowanie dorosłego człowieka niczym dziecka. W ten sposób środowisko szkolne zabezpiecza się przed indywidualizmem uczniów. Wszelkie przejawy niezależności czy buntu wobec archaicznych szkolnych reguł okazywane przez uczniów nauczyciele traktują jako niewinne dziecięce zabawy. Przez to uniemożliwiają oni uczniom (skądinąd młodym, dorosłym mężczyznom) wkroczenie w dojrzałe życie i przejęcie władzy z rąk starego pokolenia. Zaburzony został w ten sposób naturalny, biologiczny rytm następstwa pokoleń w celu wyhodowania przez staroświeckich pedagogów podobnych sobie następców. Kto poddaje się szkolnemu reżimowi, ten jest przez środowisko nauczycielskie ceniony, kto się próbuje wyłamać, ten traktowany jest jak dziecko, co czyni wszelki bunt infantylnym i pozbawionym przez ignorancję sensu.

Przyprawianie gęby dotyczy ludzi już dorosłych. Każde z przedstawionych w powieści środowisk jest mocno hermetyczne i niepodatne na zmiany. Toteż wszelki element obcy, jaki się do niego dostaje, musi natychmiast zostać zneutralizowany. Dlatego przyprawia mu się swojską gębę i traktuje na siłę jak swego. Ten proces dobrze można zobrazować przysłowiem "gdy się wejdzie między wrony, trzeba krakać jak i one". Jest to udręką dla Józia, który gdziekolwiek się znajdzie, czuje się obco, a nie ma dość sił ani ochoty, aby narzucać swoją gębę otoczeniu. Zresztą, on sam nie wie kim jest, dlatego tak łatwo ulega wpływom innych.

Powieść Gombrowicza to rzecz o społecznym dorastaniu i poszukiwaniu swego miejsca w życiu. Dotyka jej jednak piętno czasu. Józio nigdzie nie odnajduje swojego "ja", nawet miłość jest dla niego "przyprawianiem romantycznej gęby". Stąd bohater Gombrowicza skazany jest na wieczną ucieczkę przed światem, który za wszelką cenę chce zeń zrobić grzecznego chłopca. I znów mamy poszukiwanie i bunt - nieustającą ucieczkę przed rzeczywistością. W tych bowiem dwu słowach można, moim zdaniem, w sposób najbardziej ogólny zawrzeć charakterystykę nowej literatury i sztuki dwudziestolecia międzywojennego.